A A A

V Konferencja historyczna Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc

W sobotę 3 lipca 2010 roku pojechaliśmy w sześciu, Janusz Sontowski, Jan Giza, Piotr Werkowski, Andrzej Holinka, Henryk Nawrocki oraz ja, czyli Wojtek Kulawski do Lubania na V Konferencję historyczną Stowarzyszenia Miłośników Górnych Łużyc. Po drodze do samochodu Janka Gizy dosiada się Marzena Gniecka, członkini Stowarzyszenia Miłośników Zawidowa. Konferencja rozpoczęła się we wspaniale odrestaurowanych kamieniczkach na jednym z lubańskich rynków. Żeby móc się zachwycić dziełem restauratorów trzeba to ujrzeć. Pomysł świetny, kwartałowi starych kamieniczek przywrócono dawną świetność. Wspólny wewnętrzny dziedziniec pokryto szklanym dachem a pod urządzono ciąg turystyczno-handlowy. W podziemiach duża sala konferencyjna wyposażona w świetny zestaw multimedialny. Konferencja zaczyna się po polsku, czyli z opóźnieniem. Wśród prelegentów same znamienitości z tytułami doktorskimi. Tytuły poszczególnych prelekcji świadczą o stopniu zainteresowania Miłośników Górnych Łużyc tematyką. Profesor Jerzy Maroń w niezwykle barwny sposób opisuje fortyfikacje śląsko-łużyckiego pogranicza. W jego rękach, mikrofony zamieniają się w elementy fortyfikacji a długopis obrazowo pokazuje pola ostrzału z bastionów, wież i bastei. Doktor Krzysztof Fokt z Krakowa wygłasza wykład o rywalizacji osadniczej nad Nysą i Kwisą w XIII w. Podziały i rywalizacja między władcami świeckimi a włodarzami kościelnymi jawi się jako fascynująca opowieść o tamtych czasach. Za stołem prezydialnym Janusz Kulczycki, malarz, którego obrazy kreślone delikatnymi dotknięciami pędzla przywodzą na myśl wielkich mistrzów, a mnie dziwnie kojarzą się z manierą Antoniego Uniechowskiego. Obok siedzi wiceszef Stowarzyszenia. Gość pełen powagi budujący między sobą a resztą świata mur i dystans. Dopiero podczas późniejszego pikniku okaże się, że to dusza człowiek, pełen żartu, uśmiechu i całkowicie bezpośredni wyciągający rękę deklarując: Łukasz jestem.

Ciąg dalszy prelekcji. Doktor Robert Heś opowiada o broni palnej i artylerii w XV wieku na murach bliskiego nam Zgorzelca. Wreszcie, po potężnym naładowaniu frapującą wiedzą, chwila wytchnienia. Smaczne lubańskie ciasto znika jak fortyfikacje średniowieczne pod armatnim ostrzałem.

W drugiej części konferencji bardzo ciekawy wykład dotyczy historii najnowszej. Doktor Daniel Koreś szczegółowo przybliża nam stan strony niemieckiej podczas operacji budziszyńskiej w 1945 roku. Potem jeszcze magister Janusz Kulczycki opowiada o lubańskim obozie jenieckim w czasie I WŚ. Okazuje się, że w tym obozie była również osadzona żona marszałka Piłsudskiego. Ciekawy epizod a bardzo mało znany. Konferencję kończy wykład o epitafiach z nieistniejącego już kościoła parafialnego w Jałowcu. Koniec. Mamy półtorej godziny czasu by zawędrować na piknik urządzony z drugiej strony miasta. Pieczony prosiak, smakowite przystawki, nieodłączne piwo, a także coś mocniejszego no i oczywiście mecz. Niemcy – Brazylia i nieprawdopodobny wręcz wynik. Niemcy strzelają cztery bramki. Wymieniamy wizytówki, umawiamy się na następne spotkanie. ....I nadchodzi czas pożegnania. Wracamy do Bogatyni koło godziny 19.