Dworzec Historii dla zwiedzających ul. Daszyńskiego 2 Bogatynia 59-920

tel: 510 275 707 bractwo-bogatynia@gazeta.pl

Miedzianka

MIEDZIANKA

W kilka osób w ramach BZB byliśmy wczoraj (29 sierpnia w Miedziance).  Zaniepokojonych już uspokajam. Nie chodzi o naszą przepiękną bogatyńską rzeczkę… Byliśmy w resztkach miejscowości, która tuż po zakończeniu wojny została nazwana Miedzianką. To było, sądząc ze starych zdjęć umieszczonych na planszach urokliwe miasteczko. Z dwoma kościołami. Katolickim i ewangelickim. Niestety w miejscowość wleźli wyzwoliciele, którzy fakt iż te tereny stały się Polską mieli w… nie napiszę gdzie, bo żadne epitety nie są w stanie określić bandytyzmu naszych sojuszników. Otóż nieszczęściem powojennej Miedzianki, a wcześniej niemieckiego Kupferbergu stała się miedź, którą miejscowi górnicy wydobywali wręcz od niepamiętnych czasów. Wszystko skończyło się w 1945 roku. Niemieccy mieszkańcy musieli odejść, wraz z nimi tyle, że w przeciwnym kierunku wędrowały dobra pozostawione przez odchodzących Niemców. Kupferberg stracił prawa miejskie, a nasi wielcy przyjaciele wpadli na pomysł by w miejscu miejscowości szukać uranu. Rozryto więc wszystko co dało się rozryć. Zgoniono Polaków jako kopaczy i górnicza brać pod sumiennym okiem nowego zaborcy zaczęła rozkopywać mieścinę w poszukiwaniu złóż  miedzi, a co za tym idzie i uranu. Rozryto wszystko tak dokładnie i z taką beztroską, że Kupferberg… oj przepraszam, Miedzianka zaczęła się rozpadać i zapadać w górniczych korytarzach rytych bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Tak ryto do 1952 roku. Potem mieszkańców. Polskich mieszkańców przesiedlono do Jeleniej Góry a resztki miejskich zwłok zaczęto likwidować spychaczami, koparkami i łopatami spędzonych do tej roboty ludzi. Dziś więc Miedzianki prawie nie ma. Ostał się kościół i zaledwie kilka posesji w której żyją uparte by dokonać żywota w swojej starej Miedziance smętne resztki mieszkańców.

(WK)

CYTAT Z KSIĄŻKI “MIEDZIANKA – HISTORIA ZNIKANIA”

Coppferberge, Kopferberg, Kupferberg, Miedzianka – niewielkie miasteczko nieopodal Jeleniej Góry, którego nie ma. Tak jak nie ma gospody Ratuszowej, gdzie miejscowe panie, plotkując przy jednym ze stolików, krzywiły się zniesmaczone, gdy ich mężowie śpiewali „Gdybyś miał jeszcze jedną teściową, to…”. Nie ma zabaw, podczas których Martin Lehmann grał na saksofonie, a dookoła wirowały roztańczone pary. Nie ma również browaru, papierni, zakładu kamieniarskiego, warsztatów rzemieślniczych. Nie ma pani Trenkler, która szyła koszule, pań Assmann i Alex, które zajmowały się pościelarstwem, pani Breuer, która handlowała masłem i jajkami. Nie ma cmentarza przy drodze do Mniszkowa z widokiem na Rudawy Janowickie, a w okolicy do dziś wspomina się, jak płyty nagrobne wyciągano z ziemi ciągnikami, a psy rozwlekały po całej wiosce ludzkie kości.

Filip Springer przez ponad dwa lata szukał odpowiedzi na pytanie, dlaczego miasteczko z siedmiowiekową tradycją zniknęło z powierzchni ziemi. Czy stało się tak na skutek zniszczeń spowodowanych rabunkowym wydobyciem uranu przez Rosjan prowadzonym tutaj w latach 1948 – 1952? Czy też opowieści o szkodach górniczych zostały wymyślone przez władzę jako pretekst do wyburzenia miasta i ukrycia tajemnicy z przeszłości?” (źródło opisu: Wydawnictwo Czarne).