A A A

Dni Chrastavy

Byliśmy, zobaczyliśmy, wróciliśmy. Różnice? Dla mnie najważniejsza to rodzaj muzyki. Gdy byliśmy grał jakiś zespół z doskonałą muzyką country & western. Zdecydowanie lepszy od wydzierającego się solisty Big Cyca. Spotkaliśmy naszych chrastavskich przyjaciół, którzy tak jak my podczas Karbonalii prowadzili własne stoisko z materiałami reklamującymi miasto. Stragany podobne do naszych, choć w Bogatyni nie widziałem stoisk z odzieżą.Za to można było zafundować sobie własnoręcznie dobieranego drinka. Oczywiście piwnych budek co niemiara, dosłownie co parę kroków automat do nalewania piwa, pieczone kiełbaski, ale i pieczony prosiak. Pokazy antyterrorystów. Najpierw obezwładnianie przestępców, a potem pokaz sprawności. wysięgnik z koszem do którego wchodzi czterech uzbrojonych i ubranych na czarno chłopaków z napisem na plecach „police”. Kosz wspina się na sam szczyt, a po chwili już zjeżdża pierwszy „anty”. Oczywiście zjeżdża do dołu głową i to bez trzymanki, w spektakularny sposób rozpościerając ręce. Miasto jest chyba chwilkę przed gwałtownym przyrostem naturalnym, bo daje się zauważyć sporo przyszłych matek, które nie zważając na swój stan opijają się piwem. Cóż pewnie chodzi o to, żeby przyszli Czesi już od samego początku przyzwyczajali się do nieodzownej obecności złocistego płynu. Są z nami trzy zawidowianki, które stały się, mam nadzieję, nieodłącznym elementem naszych spotkań czy to miejscowych, czy wyjazdowych. Chwilkę przed wyjazdem pojawia się obok naszych aut grupa rycerzy. Trudno nie skorzystać z okazji, więc robimy sobie z nimi cała serię zdjęć. Wyjeżdżamy, co nie obywa się bez perypetii bo prowadzący myli drogę a my za nim jak za panią matką. Po kilku kilometrach udaje się zatrzymać grupkę. Robimy w tył zwrot i żegnając się po drodze z przesympatycznymi dziewczynami z Zawidowa wracamy do swojej Bogatyni. Ot i tyle.

Galeria zdjęć