Dworzec Historii dla zwiedzających ul. Daszyńskiego 2 Bogatynia 59-920

tel: 510 275 707 bractwo-bogatynia@gazeta.pl

Historie

TRÓJSTYK. NASZ I POZOSTAŁE W POLSCE

 

Trójstyk – punkt styku granic trzech równorzędnych jednostek terytorialnych. Najczęściej odnosi się do granic państw.

Przeważnie oznakowany jest za pomocą specjalnych znaków granicznych, flag państwowych i obelisków.

Mieszkańcy okolic są przekonani o niezwykłości tego miejsca. Trzy granice zbiegające się w jednym punkcie, u wielu z nas uruchamiają wyobraźnię, ale i jakiś niewytłumaczalny żal. Dlaczego cała Polska się nie zachwyca takim wyjątkowym miejscem. A tymczasem:

Państwami posiadającymi najwięcej trójstyków są Chiny (16) i Rosja (12). Jednym z najsłynniejszych trójstyków w Europie jest góra Vaalserberg, gdzie spotykają się granice NiemiecHolandii i Belgii. Vaalserberg to najwyższy punkt Holandii położony w odległości około 20 metrów od trójstyku tych granic. Żeby było ciekawiej w latach 18301919 spotykały się w tym miejscu granice czterech państw – oprócz trzech dzisiejszych istniało wówczas terytorium sporne Moresnet, występowało tu zatem bardzo rzadkie w geografii politycznej zjawisko czwórstyku. Obecnie Vaalserberg jest atrakcją turystyczną. Na części belgijskiej znajduje się wieża widokowa.

Polska posiada 6 trójstyków. Są to:

 

Polska – Rosja – Litwa 

koło Bolci (gmina Wiżajny) i Vistytis (LT) (Dodatkowo znajduje się tam koniec granicy między województwami warmińsko-mazurskim i podlaskim). Jest to  najdalej wysunięty na północ punkt styku granic Polski, Litwy i Rosji, a dokładnie obwodu kaliningradzkiego. Jest tak łatwo dostępny, że nie sposób go nie zauważyć. Leży 100 metrów od trasy Wiżajny-Gołdap i wiedzie do niego polna dróżka.uroku tajemniczości dodaje  w dalszym ciągu pilnie strzeżona granica z Rosją

 

 

Polska – Litwa – Białoruś

Najwięcej adrenaliny i doznań spośród wszystkich trójstyków gwarantuje styk granic Polski, Litwy i Białorusi. To świetnie zakamuflowany trójstyk. Gdy już wyruszymy na poszukiwania, obowiązkowo musimy mieć ze sobą dokładny GPS i najlepiej jakiś terenowy pojazd 4×4. Jeśli nie posłuchamy rad mieszkających tuz obok tubylców zatracimy się w plątaninie leśnych ścieżek i na nic zdadzą się próby dotarcia do trójstyku skrytego w szczerej i dzikiej Puszczy Augustowskiej nad rzeką Marychą, niedaleko wsi Stanowiska w gminie Giby. Ponieważ zaraz obok jest Białoruś trzeba uważać by nie wejść na relikt dawnych czasów czyli zaorany pas graniczny zza którego białoruski sąsiad permanentnie nas inwigiluje

na Bugu pod Włodawą niedaleko wsi Orchówek, tuż nad Bugiem, znajduje się niełatwy do zlokalizowania punkt zejścia się  granic Polski, Białorusi i Ukrainy. Widoczne  słupki graniczne z numerami 1083 i 1123 oraz okrągły budynek ujęcia wody do lokalnej garbarni potwierdzają, że jesteśmy we właściwym miejscu. Nadbużańskie tereny są bardzo rzadko odwiedzane.

Polska – Ukraina – Słowacja 

Żadnego trudu nie przysporzy natomiast znalezienie styku granic Polski, Ukrainy i Słowacji. Punktem stycznym, łączącym te państwa jest Krzemieniec w Bieszczadach, najwyższej położony trójstyk (1221 metrów n.p.m.) i najbardziej wysunięty na południe. Idziemy zielonym szlakiem od Przełęczy Wyżniańskiej nieopodal Ustrzyk Górnych przez Małą i Wielką Rawkę aż po sam transgraniczny bieszczadzki szczyt. Umieszczony na Krzemieńcu granitowy obelisk z godłami trzech państw to bez wątpienia główny punkt na zdjęciach wszystkich fotografujących turystów.

Polska – Słowacja – Czechy

pomiędzy miejscowościami Jaworzynka  Polska – Czerne Słowacja i  Herczawa Czechy w Beskidzie Śląskim, przebiega granica Polski, Słowacji i Czech, zwana Trzycatek. Trójstyk ten jest dobrze zagospodarowany turystycznie – są tu kolorowe mapy, wielojęzyczne tablice informacyjne i znaki, masywny pomnik, ławki dla strudzonych wędrowców czy drewniana kładka przerzucona nad wyschniętą rzeczką. Łatwo się tutaj dostać, bo znaki bezbłędnie prowadzą do celu.

 

Polska – Czechy – Niemcy

Punkt spotkania Polski, Czech i Niemiec znajduje się pomiędzy miejscowościami Porajów, Hrádek nad Nisou i Zittau. Spacerując alejką leciwych drzew, bez najmniejszych kłopotów docieramy do  trójstyku. Tablice informacyjne w trzech językach przybliżają historię „Trojzemi” i zachęcają do częstszych odwiedzin tych terenów. Istnieje projekt wybudowania na tym trójstyku specjalnego mostu łączącego trzy państwa. Należy przyklasnąć pomysłowi i mieć nadzieję, że projekt jak najszybciej przyoblecze się w realne kształty. Przepraszam słuchaczy, że nasz trójstyk odarłem z całej wyjątkowości. O jakości takiego miejsca świadczą ludzie, którzy potrafią to położenie wykorzystać do tego by cała Polska poznała wyjątkowość trójstyku Bogatynia- Zittau-Hradek nad Nissou.

 

Górne Łużyce, Dolne Łużyce i Łużyczanie

 

Jak to się zaczęło tuż po wojnie:

30 kwietnia 1946 roku przybył do Warszawy przedstawiciel Łužiskoserbskeje Narodneje Rady (Łużyckoserbskiej Rady Narodowej) Pawoł Cyż. Dr Pałys pisze w artykule pt. „Związki Pawoła Cyża z Polską i Polakami”, że jego celem było uzyskanie od Polski pomocy. Nie tylko kulturalnej i materialnej, ale i politycznej. Cyżowi zależało na zorganizowaniu wspólnej akcji państw słowiańskich, w tym oczywiście Polski, na rzecz ustanowienia jakiejś formy łużyckiej niezależności, choćby w ramach innego słowiańskiego państwa.„ Jego zdaniem, kwestia państwowo – prawnej przyszłości Łużyc mogłaby zostać rozwiązana poprzez przyłączenie ich do Polski lub Czechosłowacji w charakterze autonomicznego okręgu, federacji z jednym z tych państw ewentualnie utworzenia z Łużyc terenu mandatowego pozostającego pod opieką ONZ lub ZSRR” – pisze dr Pałys.

A co na to ZSRR?

Najważniejszy gracz w regionie – ZSRR – niespecjalnie jednak popierał łużyckie aspiracje. W 1945 roku Moskwa wysłała co prawda na Łużyce kilka radzieckich komisji w celu zbadania sytuacji na Łużycach, ale nie zdecydowano się na wspieranie łużyckiego ruchu. Wydawałoby się to dziwnym – przecież słowiańskie, komunistyczne państwo na daleko wysuniętych na zachód ziemiach powinno być jak najbardziej na rękę Związkowi Radzieckiemu, choćby ze względów strategicznych. A i wiadomo przecież, że ZSRR miewał panslawistyczne odruchy. Tym bardziej, że stworzone pod rosyjskimi auspicjami Łużyce byłyby państwem dozgonnie wdzięcznym Moskwie – stworzycielce i gwarantce łużyckiej państwowości.

Dlaczego Rosjanie odpuścili Łużyce? – Stalin grał jeszcze wtedy o całe Niemcy, nie tylko radziecką strefę okupacyjną – mówi „Ahistorii” dr Pałys. – Niemcy zostały już okrojone o jedną trzecią swego terytorium, które musiały oddać Polakom. Bardzo głośno sprzeciwiało się temu całe niemieckie społeczeństwo, niemieccy komuniści nie byli wyjątkiem, a to na nich Stalin musiał się oprzeć w swoich planach wciągnięcia całych Niemiec do radzieckiej strefy wpływów. Nie mógł ich już bardziej drażnić. Moskwa nie zdecydowała się nawet na połączenie Łużyc w jeden – autonomiczny bądź nie – region w ramach Niemiec. Nadal pozostały podzielone pomiędzy Saksonię i Brandenburgię.

Serbia Serbom

Jedynym krajem, który wystąpił w sprawie Serbów Łużyckich była titowska Jugosławia, która jeszcze w 1947 roku wydała oficjalne oświadczenie w sprawie serbołużyckiego samostanowienia. Być może chodziło tu o narodową sympatię, Serbowie tradycyjnie sprzyjają bowiem swoim łużyckim imiennikom: według niektórych historyków bałkańscy Serbowie i Serbołużyczanie pochodzą ze wspólnej praojczyzny – nadodrzańskiej Białej Serbii (położonej na pograniczu dzisiejszych Dolnego Śląska i Łużyc). Serbowie powędrowali na Bałkany, a Łużyczanie pozostać mieli w okolicy.

Pozostał mit

Stanowisko Jugosławii, która – oczywiście – nie mogła odegrać żadnej politycznej roli na Łużycach niczego nie zmieniło. Łużyce pozostały tym, czym były do tej pory: namacalną resztką słowiańskiego mitu o „zachodnich słowiańskich kresach”.

Państwo niemieckie  nie przeszkadza już jak niegdyś w kultywowaniu słowiańskiej tożsamości, przeciwnie: wykłada znaczne sumy na jej wspieranie. W łużyckich miastach znajdziemy dwujęzyczne nazwy ulic, napisy na urzędach, serbskie instytucje kulturalne i edukacyjne. Wychodzi łużycka prasa.

Tyle tylko, że – jak pisze w artykule „Serbołużyczanie – najmniejszy naród słowiański” Dietrich Scholze-Śołta – „na skutek wielu przyczyn natury społecznej i kulturalnej z codziennego użycia wychodzi dziś język łużycki, najważniejszy wyznacznik tożsamości Serbołużyczan. Tym samym kurczy się dwujęzyczne terytorium historycznych Łużyc Górnych (leżących we wschodniej części kraju federalnego Saksonia) i Łużyc Dolnych ( na południowym wschodzie landu Brandenburgia)”. W warunkach, w których o serbskość nie trzeba już walczyć, zaczyna brakować Serbów.

Na zakończenie informacja nie mająca nic wspólnego z Łużycami i Łużyczanami  otóż nazwa Berlin to nazwa słowiańska (od słowa: berło) – z polską końcówką -in (tak Kotlin, Rypin, Konin). Zakończyła się w ten sposób opowieść o próbach Łużyczan by utworzyć własne państwo. Nie będziemy więc gdybać co by było gdyby. Dziś w tym miejscu mieszkamy my i choć nie zawsze umiemy odnieść się z szacunkiem  do historii tworzącej ten zakątek Polski to chyba jednak wreszcie zaczynamy wierzyć że osiedliśmy tutaj nie na kilka czy kilkadziesiąt lat, ale tym razem na zawsze.

W audycji zostały wykorzystane obszerne fragmenty dotyczące łużyckiego tematu, a będące autorstwa pana doktora Piotra Pałysa (Instytut Śląski –  Opole)

Cały tekst był wyemitowany w Artradiu w ramach audycji „Jedno radio, trzy języki” prowadzonej przez Wojtka Kulawskiego.

 

II cz – Dalszy ciąg perypetii Łużyckich

 

Trójstyku Bogatynia – Hradek nad Nysą- Zittau mogło nie być. Po zakończeniu II Wojny Światowej znów obudziły się nadzieje u Serbołużyczan. Łużyccy działacze narodowi marzyli o samodzielności, a w ostateczności o związku z Czechosłowacją lub Polską. W 1945roku w Budziszynie została wydana mapa Łużyc. Wyznaczająca granice  państwa Łużyckiego zaczynającego się tuż pod wschodnimi granicami Berlina, potem Luckenwalde, Finsterwalde, Warnsdorf, Zittau, pozostawiając Frydlant poza granicami, dalej Lubań, Zagań, Krosno Odrzańskie i w stronę Berlina. W wyniku nowego, powojennego podziału Europy – dość niespodziewanie – Łużyce przestały być słowiańską enklawą na germańskiej ziemi. Słowiański żywioł dotarł do ich krainy. Łużyccy działacze nie zamierzali przegapić takiej okazji. Dr Piotr Pałys ze stowarzyszenia łużycko-polskiego „Pro Lusatia”, jeden z największych znawców tematyki serbołużyckiej, pisał  w artykule o łużyckim działaczu Wojciechu Koćce:„Serbołużycki program maksimum sprowadzał się do uzyskania pełnej niezawisłości w miniaturowym państwie na wzór Luksemburga czy Andorry. Koncepcja taka miałaby wszelkie szanse powodzenia, gdyż w powstałej po wojnie konfiguracji geopolitycznej Łużyce znalazły się pomiędzy granicami Polski i Czechosłowacji i nie tworzyłyby żadnej odosobnionej enklawy.

Do przyjęcia byłaby również autonomia w obrębie Czechosłowacji lub Polski. Względy geograficzne przemawiały za tą drugą ewentualnością, jednakże wśród ludności serbołużyckiej przeważała orientacja pro czeska”. Pro czeska, bowiem o ile Czechy zawsze odgrywały ważną rolę w łużyckiej świadomości, to Polska jako sąsiad pojawiła się w niej dopiero po 1945 roku. Wcześniej Łużyczanie, poza bardzo wąską grupką intelektualistów, którzy studiowali w polskich miastach, mieli styczność głównie z polskimi – robotnikami sezonowymi poszukującymi w Niemczech zarobku. Jeśli chodzi natomiast o bliższe geograficznie Czechy, to związki Łużyczan z tym krajem zawsze były dość silne. Czesi – w tym sam prezydent Benesz – podchodzili jednak do łużyckich postulatów z dużym dystansem. Na historycznych terenach Łużyc etniczni i świadomi narodowo Łużyczanie nie stanowili bowiem zbyt wysokiego ułamka populacji. Ruch serbołużycki określał ich liczbę na około 500.000 osób (co i tak stanowiłoby około połowę ludności zamieszkującej tereny, z których chciano zmontować łużyckie państewko), jednak ich rzeczywistą liczbę należałoby szacować na około 100.000 osób. Czechom – zajętym w tamtych czasach wyrzucaniem ze swojego kraju Niemców Sudeckich – niespecjalnie zależało na włączanie w swoje granice kolejnego terytorium zamieszkanego przez Niemców. I to tych samych, których świeżo z Republiki wysiedlili, bowiem wielu Sudecczyków, licząc na rychły powrót do porzuconych domów, osiedliła się nieopodal: na Łużycach właśnie. Odłam  łużyckich działaczy narodowych  z Wojciechem Kócką i Jurijem Cyżem na czele, szukali wsparcia w Warszawie. I o ile czeski prezydent Edward Benesz nie odpisywał nawet na łużyckie noty, to polscy politycy deklarowali ostrożną sympatię dla łużyckiego ruchu. W 1945 roku łużycki niepodległościowiec Jan Cyż uzyskał ostrożną deklarację poparcia od Bolesława Bieruta. Ostrożną, bo Polacy – w chwili, gdy ważyły się losy granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, którą Stalin forsował wbrew niemieckim komunistom, na których zamierzał się oprzeć – bali się głośniej odetchnąć, by nie zawalił się ten cały domek z kart. W polskim społeczeństwie Łużyczanie mieli szerokie poparcie. Zakładano pro łużyckie stowarzyszenia, organizowano konferencje. Piotr Pałys w tekście zatytułowanym “Nad Łużycami polska straż” pisze, że “największą energię na tej niwie wykazywał, założony we wrześniu 1945 r. na Uniwersytecie Poznańskim Akademicki Związek Przyjaciół Łużyc “Prołuż”  W krótkim czasie “Prołuż” uzyskał statut organizacji ogólnopolskiej.  Rozwojowi organizacyjnemu towarzyszyła, prowadzona pod hasłem “Nad Łużycami polska straż!”, akcja propagandowa. Działacze  dotarli do redakcji szeregu gazet i czasopism, uzyskali dostęp do radia, wydawali własne jednodniówki, broszury i karty pocztowe. W szeregu miast zorganizowali manifestacje i wiece, “Prołuż” śmiało wkraczał również w sferę tzw. wielkiej polityki, wystosowując memoriały w obronie Łużyc do Organizacji Narodów Zjednoczonych i Krajowej Rady Narodowej.  Jednakże od drugiej połowy tego roku zarówno nad “Prołużem” jak i nad wszystkimi strukturami działającymi na rzecz “małego narodu” zaczęły gromadzić się czarne chmury. Dostosowując swą praktykę do meandrów radzieckiej polityki wobec Niemiec, władze polskie uznały działania na rzecz Łużyc za “akcję niepożądaną dla stalinowskiej wizji tego rejonu Europy. Było to równoznaczne z likwidacją całego ruchu”.

Karol Stojanowski, antropolog i polityk, wnosił wręcz w 1946 roku o “reslawizację” części Niemiec:

“Łużyczanie powinni otrzymać dla swego narodu odrębne państwo, gwarantowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Nie można i nie należy tworzyć malutkiego państwa ograniczonego do Łużyczan, mówiących dziś po łużycku. Byłby to twór bardzo słaby. Należy obecnie stworzyć wielkie, najmniej dwumilionowe, a nawet trzymilionowe państwo łużyckie, podobne w swej strukturze i w swym charakterze socjologicznym do państwa irlandzkiego. W nowym państwie łużyckim Łużyczanie nie zgermanizowani musieliby posiąść możność reslawizacji swych zgermanizowanych ziomków” – pisał Stojanowski w wydanym w 1946 r. tekście “O reslawizację wschodnich Niemiec”.

Jak miałoby wyglądać takie łużyckie państwo?

„Według Kócki – pisze dr Pałys – w grę miał wchodzić obszar 11 łużyckich powiatów, o powierzchni 125000 km kw. Z około 250 tysiącami Serbołużyczan, wliczając w tą liczbę także elementy zniemczone. W wywiadzie tym przedstawił on także koncepcję przesiedlenia najbardziej na zachód wysuniętych serbołużyckich osad nad Nysę, przy równoczesnym wysiedleniu stamtąd Niemców”.

 

III cz – ŁUŻYCKIE CIEKAWOSTKI

 

  • Pierwsze ślady osadnictwa na terenie Łużyc pozostawiły plemiona celtyckie. Zastąpiły je plemiona wschodniogermańskie, a ich miejsce, zajęły plemiona słowiańskie określane mianem Słowian połabskich. Potomkami niektórych z nich są dzisiejsi Serbołużyczanie.
  • W latach 623–658 Łużyce wchodziły w skład państwa Samona– najstarszego znanego współcześnie tworu państwowego Słowian zachodnich. Od VII do VIII wieku na terenie Łużyc istniały państwa plemienne zarządzane przez rodzimych władców, jeden z nich Miliduch, król plemion serbo-łużyckich, w 806 roku stoczył bitwę z wojskami Franków.
  • W roku 1002 Bolesław I Chrobryprzyłączył Łużyce do Polski, co zostało uznane w pokoju w    Budziszynie (1018).
  • Nowy Testament przetłumaczono na serbołużycki już w 1548 roku.
  • Od XIII wieku Słowianie stali mniejszością w regionie
  • Od lat 70. XV w. zaczęto stosować określenie Górne Łużyce dla ziem Budziszyńskiej i Zgorzeleckiej, przy czym krótko istniało u schyłku XIV w. księstwo zgorzeleckie, utworzone przez Karola IV dla najmłodszego syna Jana.
  • Brandenburska część Łużyc była germanizowanaod 1667 r., gdy elektor brandenburski zakazał użycia języka łużyckiego w kościołach i nakazał usunięcie łużyckich duchownych, zaś do 1735 r. wyparto język łużycki ze szkolnictwa.
  • Łużyce Górne będące częścią Saksonii znajdowały się w innej sytuacji, bowiem protestanckie Stany Krajowe udzielały wsparcia dla druku łużyckich książek w ramach zwalczania katolicyzmu. W tym okresie powstał język literacki w odmianach: dolnołużyckiej oraz górnołużyckiej katolickiej i protestanckiej
  • Od 1871 całe Łużyce znalazły się w obrębie zjednoczonych Niemiec W 1919 roku delegacja Serbołużyczan była obecna na konferencji wersalskiej, jednak nie została dopuszczona do obrad. O utworzenie wspólnego z Czechami państwa zabiegała natomiast delegacja czeska.
  • W pruskich Łużycach inicjatywy narodowościowe zaczęły powstawać dopiero w drugiej połowie XIX wieku.
  • W 1937 roku zdelegalizowano łużyckie organizacje, a w następnym roku zakazano nauczania języka łużyckiego. Nauczanie łużyckiego przywrócono w Saksonii już w październiku 1945 roku[1].
  • Po ponownym zjednoczeniu Niemiec3 października 1990 Serbołużyczanie starali się o utworzenie autonomicznej jednostki administracyjnej w formie landu, jednak władze federalne w Berlinienie wyraziły na to zgody i nastąpił nowy podział między Saksonią a Brandenburgią. Serbołużyczanie korzystają jednak z przywilejów mniejszości narodowych: posiadają własne szkoły oraz organizacje kulturalne, a napisy na tablicach miejscowości i urzędach są dwujęzyczne.
  • Do dziś w regionie można znaleźć wiele śladów po tym okresie, np. XVIII-wieczne słupy dystansowe z herbem Rzeczypospolitej

Wszystkich dla których te informacje są niepełne, zaś wiedza o naszym regionie jest frapująca zapraszamy do Bractwa Ziemi Bogatyńskiej.  Przynależność do naszego bractwa na pewno zaowocuje większą wiedzą historyczną, a także pozwoli na uczestnictwo w naszych wycieczkach i spotkaniach ze stowarzyszeniami czeskimi i niemieckimi , które również kultywują pamięć historyczną.

BISKUPIN a ŁUŻYCE

Dziś o osadzie w Biskupinie. Czemu akurat o niej. Odpowiedź jest niebywale prosta. Ten zabytek wiąże się z kręgiem  kultury łużyckiej, trwającym od środkowej epoki brązu, od ok. XIV w. p.n.e., po wczesną epokę żelaza, czyli do ok. V w. p.n.e.

Jak odkryto ta osadę? Otóż  na skutek prowadzonych prac melioracyjno-irygacyjnych poziom wody w jeziorze Biskupińskim w 1933 r. obniżył się na tyle, że z wody zaczęły wystawać fragmenty umocnień starożytnej osady. Miejscowi chłopi zaczęli odnajdywać różne zabytkowe przedmioty, nie zdając sobie jednak sprawy z ich archeologicznej wartości. Dopiero dzieci uczęszczające do miejscowej wiejskiej szkoły poinformowały o dziwnych znaleziskach swojego nauczyciela Walentego Szwajcera, a ten nagłośnił sprawę. O odkryciu wystających z wody drewnianych bali powiadomił  prof. Józefa Kostrzewskiego z Poznania. Badania wykopaliskowe zostały zainicjowane w roku 1934 i kontynuowane były do wybuchu II wojny światowej. W czasie wojny, w latach 1939-1942, specjalny niemiecki oddział SS-Ausgrabung Urstätt, pod dowództwem Hauptsturmführera prof. dr Hansa Schleifa prowadził wykopaliska na terenie osady biskupińskiej, w celu wykazania jej pragermańskości. Ponieważ niemieckie badania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, okupant postanowił zlikwidować stanowisko archeologiczne, poprzez zasypanie go piaskiem. Efektem tych działań było to, że część odsłoniętych przed wojną znalezisk nie nadawała się do ponownej ekspozycji.

Po wojnie polscy archeolodzy, pod kierunkiem Zdzisława Rajewskiego, wznowili badania i kontynuowali je do roku 1974. Ogółem przebadano ok. 3/4 powierzchni osady.

Badania w Biskupinie były przykładem najwyższego możliwego wówczas poziomu metodycznego prowadzenia wykopalisk, stanowiąc wzór do naśladowania nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Zainicjowano w Biskupinie w okresie międzywojennym interdyscyplinarne badania paleoekologiczne, dokonywano eksperymentów archeologicznych, inicjując w ten sposób archeologię eksperymentalnąGród w Biskupinie jest jedynym w Polsce stanowiskiem archeologicznym, dla którego opracowano program długoterminowej konserwacji, która między innymi  polega na utrzymywaniu wysokiego poziomu wody w jeziorze otaczającym stanowisko oraz wdrożeniu systemu monitorowania parametrów środowiska dla zapewnienia optymalnych warunków przetrwania autentycznej substancji zabytkowej.

16 września 1994 roku Gród w Biskupinie uznany został za pomnik historii Polski

Na podstawie badań elementów konstrukcyjnych osiedla (drewnianych bali, zob. dendrochronologia) stwierdzono, że powstało ono najprawdopodobniej zimą 738 roku p.n.e. Założono je na podmokłej wyspie na jeziorze Biskupińskim (obecnie półwysep), o kształcie w przybliżeniu owalnym i powierzchni ok. 2ha (w obrębie wałów mieściło się ok. 1,3 ha powierzchni). Wyspa wznosiła się 0,8 – 1,2 m ponad wody otaczającego jeziora. Gród biskupiński był zasiedlony przez 150 lat.

Na terenie osady znajdowało się ok. 106 domostw, o wymiarach przeciętnie ok. 8 × 10 m, usytuowanych rzędowo wzdłuż moszczonych drewnem 11 ulic, o szerokości ok. 2,5 m każda. Ocenia się, że w osadzie mieszkać mogło od 800 do 1000 osób. Osada otoczona była skrzynkowym wałem drewniano-ziemnym o długości 640 m, szerokości 3 m i domniemanej wysokości do 6 m, w którym znajdowała się brama wjazdowa. Gród otoczony był falochronem o szerokości od 2 do 9 m, zbudowanym z ukośnie wbitych pali.

Regularny schemat zabudowy grodu biskupińskiego powtarza się również w przypadku innych grodów kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza (np. SobiejuchyIzdebno na PałukachJankowo na Kujawach czy Biehla w Saksonii).

Przyczyny budowy grodów obronnych o regularnej wewnętrznej zabudowie szeregowej przez ludność kultury łużyckiej są przedmiotem niezakończonej  wnioskami dyskusji naukowców. Z punktu widzenia ekonomicznego zamieszkiwanie ludności rolniczej w zamkniętej przestrzeni grodu otoczonego wodą lub podmokłymi obszarami, nie jest racjonalne. W literaturze przedmiotu pojawiły się zatem co najmniej trzy próby wyjaśnienia tego fenomenu:

zagrożenie ze strony ludów koczowniczych walki wewnątrzplemienne;

chęć naśladownictwa miast greckich, z którymi społeczności kultury łużyckiej zapoznać się mogły dzięki dalekosiężnej wymianie handlowej organizowanej przez kolonie greckie.

Osadnictwo w Biskupinie

Obszar Pałuk został ukształtowany przez lodowiec skandynawski, który wyżłobił w czasie ostatniego zlodowacenia liczne doliny. Od północy naturalną granicę Pałuk stanowi Puszcza Notecka, południową granicą jest rzeka Wełna.

Najstarszymi pozostałościami na terenie Biskupina są obozowiska łowców reniferów sprzed 10 tysięcy lat (górny paleolit), a także neolityczny dom pierwszych rolników oraz położone w pobliżu miejsca pochówku. Ciekawym obiektem jest tzw. kraal z wczesnej epoki brązu, otoczony systemem rowów.

Pierwotna osada obronna została opuszczona w VI wieku p.n.e. z powodu podniesienia się poziomu wody w jeziorze wskutek zmian klimatycznych i wyeksploatowania środowiska naturalnego (drewno, erozja gleb). W V i IV wieku p.n.e. powstała na jej miejscu osada otwarta. Ludność Biskupina zajmowała się rolnictwem, rybołówstwem , zbieractwem i rzemiosłem (garncarstwotkactwo).

We wczesnym średniowieczu na obszarze tym funkcjonowały grody i osady, a ostateczny upadek Biskupina wiąże się ze wzrostem znaczenia Piastów. W XI wieku obszary te należały do biskupstwa gnieźnieńskiego, o czym mówi bulla papieża Innocentego II (1136).

Gród w Biskupinie jest jednym z nielicznych stanowisk archeologicznych w Polsce zawierających pełnowymiarowe rekonstrukcje wału obronnego, falochronu, bramy, ulic i budynków mieszkalnych. Rekonstrukcje te są cyklicznie wymieniane na nowe w związku z potrzebą ich aktualizacji w wyniku dokonania nowych ustaleń naukowych.

Oprócz rekonstrukcji w Biskupinie znajduje się muzeum, a w każdym trzecim tygodniu września odbywa się tam festyn biskupiński, obejmujący prezentacje eksperymentalne i pokazy odtwórcze. Biskupin jest też jednym z dwóch istniejących w Polsce laboratoriów konserwacji drewna mokrego wydobytego ze stanowisk archeologicznych oraz ośrodkiem archeologii eksperymentalnej.

Artykuł został wyemitowany w audycji bogatyńskiego ArtRadia „Jedno radio trzy języki”

Całość informacji pochodzi z zasobów internetowej encyklopedii czyli inaczej mówiąc z Wikipedii

 

                                                                                                           [Redakcja BZB]

Historyczny artykuł o nieistniejącej już miejscowości RYBARZOWICE.

Nie jest do końca wyjaśnione pochodzenie nazwy tej, nie istniejącej już wsi. Pierwszy raz pojawia się w 1381 roku. Źródłosłów jest kwestią sporną, według badaczy polskich pochodzi od słowiańskiego Rybar. Niemieccy historycy jej nazwę wywodzą od słowa Räuber (rabuś, zbójca). Począwszy od 1691 wieś była centrum ordynacji saksońskiego rodu von Einsiedlów. W Rybarzowicach był ich rodowy pałac, a w tzw. Starym Pałacu funkcjonował urząd gminy. Istniał najpierw browar, a następnie gorzelnia. Rybarzowice posiadały też szkołę, kościół i dom opieki. W XIX i pierwszej połowie XX wieku rozwinęło się rzemiosło i drobny handel. Rybarzowice były także parafią. We wsi istniały także: szkoła (wybudowana w latach 1877/78), praktyka lekarska , fundacja Hauboldów, która prowadziła dom opieki nad zniedołężniałymi ludźmi z wiosek należących do ordynacji von Einsiedlów. We wsi mieściły się 2 piekarnie, dwie masarnie, trzy zakłady ślusarskie (w tym zakład naprawy rowerów), było trzech kowali, zdun, czterech szewców, trzech krawców damskich, bednarz i rymarz We wsi była farbiarnia i pralnia, skład opału, dwa zakłady ogrodnicze, sklepy z artykułami spożywczymi i przemysłowymi. Byli także lekarz, położna i pielęgniarka

Rybarzowice były od 1694 do 1945 centrum ordynacji jednego z najznamienitszych szlacheckich rodów saksońskich – von Einsiedlów. W skład tej ordynacji liczącej 1157 ha (w tym 431 ha lasów) wchodziły m. in. wybudowany w latach 1763 – 1779 pałac, „dobro rycerskie” z wzorcową hodowlą bydła rogatego, trzody chlewnej i owiec, gorzelnia a jeszcze wcześniej browar oraz Stary Pałac z przed 1694, w którym mieścił się urząd gminy.

W Rybarzowicach przed 1945 prężnie działały różne stowarzyszenia: Ochotnicza Straż Pożarna, Towarzystwo Gimnastyczne, Stowarzyszenie Sadowników, Chór, Związek Kobiet, Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej.

Rybarzowice miały połączenie kolejką wąskotorową z Zittau, Bogatynią i Markocicami. Na początku lat trzydziestych XX wieku uruchomiono także połączenie autobusowe z w/w miejscowościami. Większość mieszkańców wsi żyła z rolnictwa i rzemiosła. Nie mniej jednak sporo ludzi pracowało w zakładach Bogatyni i Zittau oraz w elektrowni w Hirschfelde.

Po zakończeniu II Wojny Światowej Rybarzowice znalazły się w granicach Polski. W okolicy eksploatację węgla brunatnego metodą odkrywkową podjęła Kopalnia Węgla Brunatnego Turów, zajmując coraz większe tereny pod wyrobiska i hałdy. Nieuchronne stawało się wysiedlanie kolejnych wsi. Wreszcie padło i na Rybarzowice, w których ostatni budynek został zburzony 25 lipca 2000.

Kopalnia zabrała z pejzażu kolejną wieś. W ten sposób przestał istnieć na zawsze wielowiekowy dorobek materialny licznych pokoleń mieszkańców tej wsi. A przyznać trzeba, że ten dorobek był wręcz imponujący. Nie dziwota więc, że byli mieszkańcy Rybarzowic spotykają się do dziś, wspominając tamte lata, swoja młodość i ówczesne dokonania. 27 sierpnia 2009 roku byliśmy właśnie na takim spotkaniu w Zittau. W sali bankietowej restauracji Parkowej zebrało się ponad pięćdziesięcioro byłych mieszkańców tej wsi. Spotkanie prowadził pan Herbert Stöcker Przesympatyczny starszy pan, który był także inicjatorem i współfundatorem przeniesienia na cmentarz w Kopaczowie grobów mieszkańców poległych w czasach I WŚ. Poświęcenie tej kwatery dokonane przez księdza katolickiego i pastora miało miejsce podczas ubiegłorocznego październikowego jarmarku. Wracając do spotkania w Parkowej. Ze łzami w oczach byli mieszkańcy wspominali swoją młodość, swoją wieś, szkołę, czy uczestnictwo w różnych stowarzyszeniach. Na zakończenie spotkania fotograf zrobił pamiątkowe zdjęcie do którego zaproszono i nas, gości z Polski.

WK

Most Króla Jana

 

W 2009 roku minęła140 rocznica oddania do użytku jedynego na Górnych Łużycach śrubowego (zwodzonego) mostu o konstrukcji stalowej. Ten most stoi do dziś i służy równie dobrze jak przed 140 laty. Ówczesne częste powodzie jakie nawiedzały podczas wiosennych roztopów i letnich obfitych opadów atmosferycznych, Bogatynię (Reichenau) powodowały spore podtopienia w miejscowości i zniszczenia drewnianych mostów oraz kładek na rzece. Rozwój przemysłu zaowocował nowymi mostami o znacznie solidniejszej, żelazno-betonowej konstrukcji. Jednak wraz z wiosenną wodą, rzeką spływała duża ilość kry, która powodowała powstawanie dużych zatorów w rejonie mostów. Konsekwencją były kolejne podtopienia. Zagrażały one zakładom przy dzisiejszej ulicy Kościuszki Carla Augusta Preibischa. Wtedy to podjął on decyzję o wybudowaniu mostu zwodzonego a dokładnie, podnoszonego na prawie 1,5 metra za pomocą mechanizmów śrubowych, tak aby kra mogła pod nim przepływać swobodnie. Most podnosiły cztery potężne śruby kręcone przez 16 mężczyzn. Most ważył około 10 ton. Uroczystego otwarcia dokonał Saksoński król Johann, przy okazji wizytacji zakładów C.A. Preibischa 15 sierpnia 1869 roku. Co prawda większość mieszkańców naszego miasta przechodzi obok mostu jak i po nim obojętnie, nie zdając sobie sprawy z jego wyjątkowości.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

A może warto spróbować przywrócić mu dawną świetność i doprowadzić do uruchomienia mechanizmy podnoszące?

Bractwo Ziemi Bogatyńskiej

ZS


 
	

KIM BYŁ CARL AUGUST PREIBISCH

To dzięki niemu maleńka i nikomu nie znana wieś zaczęła zmienić się w prężny ośrodek przemysłowy. W tym roku mija 150 rocznica uruchomienia włókienniczych zakładów Preibischa. To był wielki kompleks produkcyjny usytuowany wzdłuż dzisiejszej ulicy Kościuszki, którego resztki to budynek GSu, dawny hotel „Izerski” i całość zabudowań ciągnących się wzdłuż ulicy i w jej głębi. Na terenie dzisiejszego parku od dzis noszącego jego imię, C.A. Preibisch założył palmiarnię, która przetrwała do lat powojennych, a w parku do dziś rośnie, posadzona jego rękami jedyna i unikalna sosna Jefrey’a. To dzięki Preibischowi została zbudowana pierwsza elektrownia, w murach której jest dzisiejszy budynek Bogatyńskiego Ośrodka Kultury. To dzięki inicjatywie Carla Augusta Preibischa centrum miejscowości miało oświetlenie uliczne zasilane z gazowni pracującej w jego zakładach. To on był pomysłodawcą i fundatorem hali sportowej z basenami przy dzisiejszej ulicy Sportowej. Pierwsze wodociągi. Pierwsza poczta saska. Osiedle pracownicze. Cegielnia. Szpital. Powstała Fundacja Preibischa, która miała swój wkład w zbudowaniu i uruchomieniu wąskotorowej kolei do Zittau. Praktycznie nie ma takiej dziedziny życia, na której nie zostawiłby śladu swej działalności Carl August Preibisch. Jesteśmy w Zjednoczonej Europie. Granice już nas nie dzielą. Łączy nas wspólna przyszłość i właśnie w imię tej przyszłości powinniśmy się skłonić przed dokonaniami Carla Augusta Preibischa. Zaś park noszący jego imię niech będzie skromnym podziękowaniem za to wszystko co uczynił, a także upamiętnieniem jego osoby.

Joseph Führich.

image

Malarz pochodzący z Chrastavy, gdzie urodził się 9 lutego w 1800 roku. Był synem ubogiego malarza od którego nauczył się elementów sztuki malarskiej. Wtedy poznał także podstawy rysunku. Gdy miał szesnaście lat ojciec przyprowadził go do znanego ówcześnie malarza Berglera w Pradze. Tam też Joseph sprzedał swoje dwie prace. Pozwoliło to na podjęcie w 1816 roku nauki w Akademii. Później trafił do Wiednia gdzie pobierał nauki od uznanych europejskich malarzy. Następnym etapem artystycznej edukacji były Włochy dokąd wyjechał pod koniec 1826 roku. Studiował tam dzieła różnych epok dzięki czemu uzyskał charakterystyczny, historyczny styl swego malarstwa. W roku 1829 znów tworzył w Pradze a w roku 1834 wyjechał do Wiednia. W roku 1841 został profesorem akademii w Wiedniu, a w 1854 roku został pasowany do godności rycerskiej. Od tego momentu był powszechnie nazywany Ritter von Führich. Jego dzieła pokrywają wnętrze kościoła Lerchenfeld w Wiedniu, prace nad nimi trwały od 1854 roku do 1861. W 1872 roku otrzymał Order Kawalerski Franciszka Józefa.

Zmarł w Wiedniu 13 marca w 1876 roku.

image

Joseph von Führich. „Waldesruh” 1835 rok

image

Droga do Emmaus 1837 rok

W rodzinnym domu malarza w Chrastavie mają swoją siedzibę Miłośnicy Starej Chrastavy. Wnętrza są pełne naściennych malunków malarza i jego ojca. Oglądając to pozostaje się pod wrażeniem wielkiej troskliwości z jaką te pamiątki są eksponowane i hołubione.

Niedaleko murowany, kilkupiętrowy dom najstarszej w mieście szkoły. Trochę wyżej kolejny budynek przeznaczony na edukację. Przed nim pomnik Führicha, malarza, który jest uznany za jednego z bardziej znaczących dla kultury czeskiej.

image

Oto ten budynek mieszczący w sobie galerię, w nocnej scenerii

28 sierpnia 2014 roku byliśmy w galerii malarskiej umieszczonej w wyremontowanym z wielkim pietyzmem gmachu na rogu ulicy Masaryka i Zwycięskiej (Viteznej). Zaś za przewodników służyli nam członkowie zaprzyjaźnionego, chrastavskiego stowarzyszenia miłośników historii. Naszą wizytę w Libercu zakończyliśmy poczęstunkiem ufundowanym przez Chrastavian w barze przy libereckim ZOO.

Bogatyński ratusz ma już 100 lat.

image

31 lipca 1914 roku po dwuletniej budowie został otwarty nowy ratusz bogatyński. W swoich kronikach historycznych bogatyńskich Ludwig Engelman tak odnotował tą uroczystość:

cytat…”Nowy ratusz stoi w środkowej Bogatyni. Jest siedzibą administracji, która sprawuje władzę nad miejscowością i jej mieszkańcami” …koniec cytatu.

I znów przy tej okazji pojawia się nazwisko Preibischa, który podarował gminie działkę pod budowę okazałego ratusza. Gwoli pamięci historycznej warto odnotować, że architektem był Karol Gerlach z pobliskiej Żytawy. Wcześniej radni miasta spotykali się w nieistniejącej już gospodzie, która po latach wojny otrzymała nazwę „Rolnik” i była Cafe Roma, a przed 1945 rokiem nazywała się „Kretscham”. Na przełomie XIX i XX wieku urząd gminy był wybierany przez mieszkańców spośród właścicieli domów i gospodarzy.

image

Wybrana Rada ze swego grona wybierała tak zwanych Starszych Gminy, oraz Przewodniczącego Gminy. Przewodniczący pełnił obowiązki zbliżone do zadań stawianych przed dzisiejszym burmistrzem. Zwoływał posiedzenia Rady, kierował zebraniami, nadzorował i zarządzał majątkiem Gminy, pilnował wpłat, począwszy od podatków gminnych, na działalność kulturalną, czyli różnorakie towarzystwa społeczne takie jak choćby zespoły śpiewacze kobiece czy męskie oraz opłaty na utrzymanie policji lokalnej, a skończywszy na opłatach na rzecz straży pożarnej.

Warto również napisać, iż w murach nowego ratusza miała swoje pomieszczenia kasa oszczędnościowa, a od 1926 roku funkcjonowało także muzeum miejskie. Choć co prawda nie ma chyba ani jednego mieszkańca naszej gminy, który by choć raz nie był w magistracie to jednak trzeba zwrócić uwagę na istniejące do dziś witraże w oknach zarówno na schodach jak i w sali posiedzeń. Zaś od strony podwórza można bez problemu poniżej linii dachu dostrzec datę 1914, czyli rok zakończenia budowy.

Bractwo Ziemi Bogatyńskiej

Zrobiliśmy historyczne dwa kroki do tyłu.

Indrichovice pod Smrkem to 25 kilometrów od Bogatyni i 200 lat wstecz. Stowarzyszenie

Lunaria, którego szefem jest pan inż. Zbynek Vik postawiło gospodarstwo według planów z przełomu XXVIII i XIX wieku, ale nie tylko plany wzbudzają podziw. Także wykonanie to mistrzowska sztuka ciesielska z tamtego czasu. Pojechaliśmy tam w 19 osób wiedząc co nie co na temat budowy przysłupowej. To co zobaczyliśmy wprawiło nas wszystkich w zachwyt. Żadnego bezmyślnego zasłaniania drewnianej konstrukcji XX wiecznym tynkiem. Żadnych okien od podłogi do sufitu w plastikowych ramach. Nie ma także blachodachówki. Wszystko jest tak jak sobie wymarzyli osiemnastowieczni cieśle. Dla współczesnego człowieka wielkim utrudnieniem jest brak prądu. Może nie tak do końca, bo w rekach budowlańców, którzy się tam krzątają dają się dostrzec elektryczne wiertarki. Zresztą sam Zbynek przyznaje, że co prawda nie ma telewizji, radia i elektrycznego światła w zabudowaniach to jednak jest widomy znak współczesności w postaci telefonu komórkowego, no bo jednak nakaz czasów i chwili, odpukać, ale gdyby trzeba było lekarza lub straż pożarną to metoda sprzed ponad stu lat bicia we dzwon mogłaby nie zdać egzaminu. Rewelacją są różnego rodzaju maszyny napędzane wiatrem. Tak, tak. Wiatrem. Nad dachem wiatrak, który systemem kół zębatych i paskowych przekładni napędza wiertarkę oraz tokarkę. Ten sam wiatrak napędza również młyn. Chce ktoś mąkę z domowego młyna? Wystarczy wcześniej zamówić. Uwierzcie. Ta mąka ma zupełnie inny smak niż nasze sklepowe. Z budynkiem mieszkalnym jest połączony krużgankiem budynek gospodarczy. Czegóż tam nie ma? No nie ma prądu. Przed budynkiem kierat napędzający różnorodne maszyny ustawione wewnątrz pomieszczeń gospodarskich. Na górze muzeum. Trochę to śmiesznie brzmi. Muzeum? Przecież to wszystko to jedno wielkie muzeum. Maszyny rolnicze, maszyny gospodarskie, wialnie, sieczkarnie, obok piec kowalski z miechem i….oczywiście czynny. Pod ścianą domu wielka kamienna misa a w środku woda. Do picia, mycia i czego tam jeszcze by się nie wymyśliło. Kapitalnym pomysłem jest „zielona sala”. To solidny kawał trawiastego placu otoczonego z trzech stron ciasnym wysokim płotem z bardzo długich gałęzi wkopanych na ponad 70 centymetrów w ziemię. Solidnie podlewane, bardzo szybko się ukorzeniły i urosły jeszcze wyżej. Związano więc przeciwległe gałęzie tworząc jedyne w swoim rodzaju zielone i żywe sklepienie. Ale czemu się dziwić, jeśli właściciel to wszystko nazywa żywym skansenem. Żadne opisywanie tego co stworzył pan Zbynek Vik nie zastąpi obejrzenia tego na własne oczy. Przyjeżdżajcie i oglądajcie. Co prawda wstęp kosztuje, ale nie są to pieniądze, których należałoby żałować. Jeszcze jedno. Jak dojechać? Frydlant, potem na Nowe Mesto pod Smrkem na łuku drogi skręt w lewo w stronę Srbrska czy jak kto woli w stronę Lubania. Potem prosto i już z daleka po minięciu zwartego lasu widać po lewej stronie wyłaniający się Żywy Skansen.