Dworzec Historii dla zwiedzających ul. Daszyńskiego 2 Bogatynia 59-920

tel: 510 275 707 bractwo-bogatynia@gazeta.pl

baner góra

Spotkanie w Zittau

W dniu 05.04.2016r. na  zaproszenie zaprzyjaźnionego niemieckiego stowarzyszenia historyków
z Zittau udała się czteroosobowa delegacja Bractwa Ziemi Bogatyńskiej. W trakcie bardzo miłego
i owocnego spotkania przy kawie obie grupy wymieniły się wzajemnie planami roboczymi na bieżący rok. Była również możliwość zapoznania się z nowym Dyrektorem Muzeum w Zittau. Stowarzyszenie wraz z Panem Dyrektorem zostało zaproszone do zwiedzenia dobiegającej końca wystawy zorganizowanej przez BZB pt. „Kraina Ginących Domów Przysłupowych” .

 

Wystawa „Piwo Around“

W dniu 06.02,2016 członkowie BZB na zaproszenie Stowarzyszenia Folkloru i muzeum młyna w Waltersdorfie uczestniczyli w otwaciu specjalnej wystawy „Piwo Around“ połączonej z degustacją piwa Eibauer. Z bardzo wielką przyjemnością obejrzeliśmy kolekcję wystawionych przedmiotów  przez wieloletniego członka klubu Güntera Hempela. Spotkanie zakończyło się w bardzo konstruktywnej
i miłej atmosferze sesją informacyjną z grzanym winem, kawą i ciastem w Museumsstübel.

 

 

Waltersdorf. Muzeum Folkloru i Młyna Mittelmüchle.

Muzeum młyńskie .Właściwie młyńskie jest głównie dlatego, iż zostało ulokowane w starym młynie i ma salę z ekspozycjami przynależnymi  młynowi. Do Waltersdorfu pojechaliśmy na zaproszenie pani Kristin i pana Gerda Goldbergów, którzy dali się poznać Bractwu ze swojej najlepszej strony wspierając nas przy tworzeniu wystawy autorstwa Ryszarda Sawickiego  „o ginących domach”. Waltersdorf to urocza miejscowość kilka kilometrów za Zittau. Spora część odrestaurowanych z pietyzmem domów przysłupowych stoi pusta, czekając na nowych właścicieli, gdyż dotychczasowi ruszyli „za chlebem” w głąb Niemiec. Co się rzuca jeszcze w oczy prócz domów? Porządek.  Tak, tak. Czystość. Poszliśmy na zwiedzanie miejscowości. Szukaliśmy bacznie rozglądając się na boki, czy aby gdzieś nie ujrzymy bałaganu, śmieci, czy choćby psich odchodów. Nic. Aż nas to złościło. Żadnych specjalnych kubłów na te psie… Niczego takiego nie ma. A mimo to czyściutko. Wróćmy jednak do podstawowego powodu naszej obecności w Waltersdorfie. Organizacja troszcząca się o zachowanie regionalnej historii istnieje od 1956 roku. Przetrwali czasy NRD i teraz z jeszcze większym pietyzmem dbają o zgromadzone zabytki, a jest wśród nich kompletny i do tego działający zegar z wierzy kościelnej. Sala piwna czyli gromadząca, mówiąc dzisiejszym językiem, piwne gadżety. Kufle, kapsle, butelki różnych rozmiarów i wafle z żartu o pewnej nacji, czyli inaczej mówiąc podkładki pod kufle. Ściany są zapełnione różnorakimi reklamami piwa.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej miejscowości:

Wzdłuż miejscowości płynie w obmurowanym i dość wąskim korycie rwący potok zaczynający się tuż przy granicy z Czechami. Miejscowość ma swoje nierozerwalne początki związane z czeskimi uchodźcami religijnymi dla których powstała miejscowość Neuwaltersdorf. W Waltersdorfie na stoku wzniesienia Sonnenberg był czynny kamieniołom piaskowca, który  stał się budulcem dla większości portali w budynkach przysłupowych, a także młyńskich żaren. Od XVI wieku w Waltersdorf był czynny młyn. Do dziś w miejscowości zachowało się w doskonałym stanie ponad 300 domów przysłupowych z czego 230 jest chronionych jako zabytki.

Swój początek miejscowość datuje  na rok 1355 gdy postawiono skromny kościół  wiejski nazwany Walterivilla. Dwieście lat później rozpoczyna się w okolicach wydobycie srebra, ale z mizernymi skutkami, tak, że niedługo później to wydobycie zostaje zawieszone. W roku 1648 kościół został odnowiony a w 1657 rozbudowany uzyskując kształt budowli barokowej

Mieszkańców jest ciut ponad półtora tysiąca I choć sporo domów jest wystawionych na sprzedaż to w miejscowości  mieszkają również młodzi ludzie, a w budynku, który ma w swoim wnętrzu sale dla młodzieży gdzie życie tętni młodymi głosami. Co ciekawe w budynku stanowiącym własność gminy jest drugie muzeum, lecz niestety  zamknięte. W roku 1990 zostaje zamknięta ostatnia w Waltersdorfie ostatnia tkalnia.

Kolejne nazwy miejscowości:

Rok 1355 Walt Henri Villa, W roku 1419 Walter Dorff, a od 1875 roku Waltersdorf koło Groβschӧnau.

Wróćmy jeszcze do zwiedzanego muzeum. W jednym z pomieszczeń stoi sporych rozmiarów model piętrowego domu przysłupowego z dachem pokrytym dachówką łupkową. W kolejnym jest ekspozycja strojów ludowych datowanych na lata 1820/30 w stylu bierdemajerowskim. Następnym jest maszyna tkacka o której właściciele muzeum mówią, że można ją w każdej chwili uruchomić. W kolejnym są łużyckie łoża sypialne, oraz kołyski na poczesnym miejscu stoi dzieło elektrotechnicznej myśli z czasów NRD czyli wielkie radio Stassfurt.

Zwiedzanie jest bardzo czasochłonne i obejście wszystkich pomieszczeń pełnych zabytków zajmuje nam prawie trzy godziny. Kończymy poczęstunkiem przygotowanym przez uroczą parę Państwa Goldberg Kawa, herbata i ciasta własnej roboty, nawiasem mówiąc bardzo, ale to bardzo smaczne. Nasz pobyt kończymy przekazaniem skromnych prezentów jakie przywieźliśmy z sobą. Po spacerze przez miejscowość, wracamy  na parking Niederkretscham skąd wyjeżdżamy do Bogatyni.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

BRACTWO ZIEMI BOGATYŃSKIEJ W KRZESZOWIE a konkretnie w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

To chyba jedna z najszybciej zorganizowanych wycieczek Bractwa. Hasło padło dwa tygodnie wcześniej. Wyliczenie kosztów i otwarcie zapisów. Bus którym będziemy jechali ma raptem 19 miejsc, więc lista chętnych zostaje zapisana wręcz natychmiast. Sobota 18 października to jak się okazuje data wręcz prorocza, bo jeden z uczestników w ostatnim momencie powiedział „nie”. Przykre, bo imienna lista ubezpieczonych nie pozwoliła dobrać nikogo innego. Jest to więc nauczka na przyszłość. No, ale…

Ruszamy zgodnie z planem tuż przed dziewiątą. Przewodnik w Krzeszowie zamówiony na godzinę 1130 więc czasu, zdawałoby się aż nadto, zwłaszcza, że odległość ledwo przekracza 100 kilometrów. Jedziemy, niestety, wybitnie na około tak więc do celu dojeżdżamy na kilkanaście minut przed wyznaczonym czasem. Na szczęście w biurze obsługi pielgrzyma, uprzejme panie pytają czy półgodzinne opóźnienie w zwiedzaniu nie zrobi nam większej różnicy. Nawet nim wejdziemy na trakt zwiedzania już jest co oglądać. Dom opata, Klasztor ss. benedyktynek czy dwie imponujące wyglądem i wielkością budowle sakralne, kościół pw. Świętego Józefa i Bazylika Mniejsza. Jest także wystawa dotycząca polskiego nieszczęścia na Wołyniu w latach II WŚ.

Podchodzi przewodnik więc ruszamy. Jeszcze przed wejściem do pierwszego obiektu sakralnego nasz cicerone z miną niewiniątka pyta wskazując na dwie postacie na frontonie kościoła: Z czego są te rzeźby? Z daleka robią wrażenie dzieła rzeźbiarza kamieniarza. Nic z tego. Z dumą w głosie młody przewodnik mówi: to zostało wyrzeźbione w drewnie, potem pokryte blachą a wreszcie misternie pomalowane. We wnętrzu słuchamy opowieści popieranej kolejnymi freskami „Śląskiego Rembrandta” M. Willmanna „Radości i troski św. Józefa” – prezentującymi w niespotykany sposób sceny z życia św. Rodziny. Przewodnik zwraca uwagę na wyjątkowe usytuowanie kościoła. Otóż ta budowla nie jest usadowiona na osi wschód – zachód, a na kierunku północ – południe. Dzięki temu, według słów przewodnika wnętrze jest oświetlane światłem naturalnym przez wschodnie lub zachodnie okna. Faktycznie. W świątyni nie ma żadnego wewnętrznego oświetlenia. Zabytek jest pełen fresków i okazuje się, że w ich ilości przegrywa tylko z kaplicą sykstyńską.

Przez wąską furtę wchodzimy do części w której jest usytuowany cmentarz zakonny. Na krzyżach polskie nazwiska jako, że ss. benedyktynki zostały przeniesione do tutejszego klasztoru zza powojennej, wschodniej granicy Polski. Od przewodnika dowiadujemy się, że wśród sióstr zakonnych żyje jeszcze s. benedyktynka, która ma już 101 lat, wiec pamięta klasztor w Lwowie. W tylnej części bazyliki znajduje się Mauzoleum Piastów Świdnicko-Jaworskich, w którym w gotyckich sarkofagach spoczywają szczątki książąt świdnicko-jaworskich. Spoczęli tu: Bolko I Surowy, Bolko (zmarły wcześnie syn Bolka I), Bernard świdnicki, Henryk I jaworski, Henryk II świdnicki, Bolko II Mały. Mimo parusetletniej obecności niemieckiej łatwo dostrzec symbole słowiańskiego władania tymi terenami.

Wracamy przez ogród przykościelny i wchodzimy do Bazyliki Minor czyli Bazyliki Mniejszej. Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej p.w. Wniebowzięcia NMP to piękna późnobarokowa świątynia z przebogatym wnętrzem, nazywana Europejską Perłą Baroku, w której na szczególną uwagę zasługuje ołtarz główny z monumentalnym obrazem Wniebowzięcia NMP, zespół fresków o tematyce biblijnej i zakonnej. Na skinienie przewodnika rozlegają się dźwięki muzyki organowej, a my się dowiadujemy że w wewnątrz „piszczałkowej” budowli są piętra i wiodące nań schody ułatwiające konserwację całej muzycznej budowli. Największym skarbem sanktuarium jest XIII-wieczna ikona Matki Bożej Łaskawej – najstarszy wizerunek maryjny w Polsce, ukoronowany 2 czerwca 1997 roku w Legnicy przez Papieża Jana Pawła II.

Jeszcze tylko wspólne zdjęcie przed głównym ołtarzem Bazyliki, kilka chwil na bardzo osobiste przemyślenia oraz krótką modlitwę i wychodzimy. Przewodnik mówi jeszcze o imponujących rozmiarach budowli, zwracając uwagę na rzeźby umieszczone dość wysoko i sprawiające wrażenie niezbyt dużych. Jednak przewodnik uświadamia nam, że to ogrom bazyliki tworzy to złudne wrażenie gdyż każdy z posągów ma ponad dwa metry wysokości. Koniec zwiedzania. Zostajemy sami wprzódy podziękowawszy przewodnikowi, za wiedzę i sposób jej wyartykułowania. Dziękujemy także za odpowiedzi na rodzące się w czasie zwiedzania pytania. Wszyscy pozostajemy pod wrażeniem jego erudycji. Młody przewodnik, tak na oko gdzieś w połowie własnego dwudziestolecia. Świetna dykcja. Według pań ten przewodnik mimo młodego wieku powinien być wzorem dla wielu innych oprowadzaczy.

Wyczekiwana przerwa na posiłek, chwilę wytchnienia i odjeżdżamy, wracając do Bogatyni tuż po siedemnastej.

KRÓTKI RYS HISTORYCZNY KRZESZOWA

Krzeszów (czes. Křešov, niem. Grüssau) to mała miejscowość położona w Kotlinie Kamiennogórskiej nad rzeką Zadrną. Zespół kościelny należy do Diecezji Legnickiej i jest jej głównym sanktuarium oraz miejscem pielgrzymkowym. Krzeszów to zabytek najwyższej światowej klasy, znajdujący się na Liście Prezydenta RP i będącym żelaznym kandydatem do UNESCO, tedy przebiega również główny Europejski Szlak Cysterski oraz Sudecka Droga św. Jakuba.

Według niemieckiego językoznawcy Heinricha Adamy nazwa miejscowości pochodzi od połączenia dwóch staropolskich słów nazwy lasu iglastego –boru oraz kresu oznaczającego zakończenie czegoś lub granicę. Cressobor to nazwa zanotowana w łacińskim dokumencie z 1240 roku. Niemcy fonetycznie zgermanizowali nazwę na Grüssau. w wyniku czego utraciła ona swoje pierwotne znaczenie. Polska administracja spolonizowała wcześniejszą zgermanizowaną nazwę na Krzeszów w wyniku czego nie wiąże się ona obecnie z pierwszym znaczeniem. Według znaczenia podanego przez badaczy nazwa wywiedziona z pierwotnej nazwy powinna obecnie brzmieć Kresowy bór, Kresobór lub Krzyżobór. W 1945 wieś została przyłączona do Polski. Jej dotychczasowych mieszkańców wysiedlono do Niemiec.

DZIEJE SANKTUARIUM

W 1242 księżna Anna Przemyślidka – Anna Czeska królewna czeska z rodu Przemyślidów – księżna śląska, żona Henryka II Pobożnego. Ufundowała w Krzeszowie klasztor benedyktynów sprowadzonych z czeskich Opatovic. Jej wnuk Bolko I Surowy, wówczas książę jaworski, w 1289 wykupił dobra klasztorne, a w 1292 ufundował opactwo cystersów, którzy przybyli z Henrykowa. Dzięki nadaniom książęcym i prywatnym, opactwo stało się jednym z największych posiadaczy ziemskich na Śląsku. W czasach wojen husyckich, wojny trzydziestoletniej oraz po wojnach śląskich, tereny weszły w skład państwa pruskiego. W 1810 nastąpiła likwidacja klasztoru i przejęcie jego dóbr przez państwo. W latach 19191940 klasztorem władali benedyktyni przesiedleni z klasztoru w Pradze.

W 1940 roku klasztor przejęły władze III Rzeszy. Benedyktyni zostali zmuszeni do opuszczenia klasztoru. W klasztorze umieszczono m.in. Niemców karpackich, od 5 października 1941 Żydów śląskich przed ich wywiezieniem do obozu Theresienstadt a zimą 1944-1945 niemieckich przesiedleńców z Węgier jako „gości Führera”. Pod koniec wojny w klasztorze zdeponowano zbiory Biblioteki Pruskiej z Berlina. Ocalałe zbiory zostały przejęte przez władze polskie i zdeponowane w Bibliotece Jagiellońskiej.

W 1946 klasztor objęły ss. benedyktynki ze Lwowa. W 2004 roku zespół klasztorny został uznany za Pomnik Historii. W Bazylice Mniejszej pw. Wniebowzięcia NMP w ołtarzu głównym mieści się najcenniejszy obraz diecezji legnickiejikona Matki Boskiej Łaskawej. Jest to najstarszy, bo pochodzący z I połowy XIII wieku wizerunek Matki Boskiej na ziemiach Polski, i jeden z pięciu najstarszych w Europie. Do Krzeszowa trafił on prawdopodobnie ze sprawą Bolka I – fundatora klasztoru. Matka Boska Łaskawa zwana jest też Królową Sudetów.

Cały kompleks składa się z: kościoła klasztornego, klasztoru, ogrodu, kościoła bractwa św. Józefa, domu gościnnego opata oraz budynków pomocniczych. Pierwszy powstał romański kościół, który został wzniesiony w końcu XII wieku i poświęcony w roku 1292, gdy przybyli do niego pierwsi zakonnicy. Obecny barokowy kościół projektowali architekci z kręgu Kiliana Ignaca Dientzenhofera w latach 17281735. Fasadę o dwu wieżach projektował Ferdynand Maksymilian Brokoff.

Tekst w częściach:

Krótki rys historyczny Krzeszowa oraz dzieje sanktuarium

został opracowany na podstawie informacji pochodzących

z oficjalnej strony o Sanktuarium oraz z Wikipedii

Bractwo Ziemi Bogatyńskiej, zamek Książ….i przyjaciele.

Sobota 18 maja godzina 900. Wyjeżdżamy do zamku Książ. Jedziemy we dwa autokary. Jadą z nami Czesi z chrastawskiego Towarzystwa Historycznego. Jedzie z nami również dwoje Niemców, którzy od jakiegoś czasu pojawiają się dość często na naszych spotkaniach, przywożąc zdjęcia które zaskakują nawet najbieglejszych historyków- miłośników Bogatyni. Tymczasem już przejeżdżamy przez Frydlant. Jeszcze chwila i już Świeradów Zdrój. W zamku czekają na nas o godzinie 1200 więc początkowo odnosimy wrażenie, że dojechawszy będziemy czekać, czekać i jeszcze raz czekać. Nic bardziej mylącego. Pod zamkową bramę podjeżdżamy raptem na kilka minut przed terminem, cóż, tyle czasu zajęła nam chwilowa przerwa w czasie jazdy. Zaczynamy od zdjęć na zamkowym dziedzińcu. Z zainteresowaniem oglądamy motory, które stoją tuż u drzwi. Na swoich harley’ach przyjechało kilku Niemców, bo we Wrocławiu międzynarodowe spotkanie miłośników jednośladów. Wchodzimy. Jesteśmy nie tylko grupą zorganizowaną ale także międzynarodową. Choć szczerze mówiąc, stałe nawoływanie spóźnialskich pozwala domniemywać, że to nie tyle zorganizowana grupa co doskonale zdezorganizowana, ale mimo to udaje się nam wszystkim utrzymywać kierunek narzucony przez przewodniczkę, jednak z równomiernym tempem jest zdecydowanie gorzej. Przewodniczka po kilku słowach wstępu rusza po schodach do góry, a my za nią jak za panią matką. Pierwszy wykład przy oknie w wielkim korytarzu. Poznajemy historię zabytku, chwile, radosne i nieszczęśliwe, a także te niezmiernie frapujące, bodaj decydujące o losach istnienia zamku. Przewodniczka opowiada ze swadą, co zwiększa nasze zainteresowanie tematem. Koniec wstępu. Teraz wędrujemy przez salony budowane w amfiladzie. Kolejność już mi się pomyliła. Wiem, że były to salony Zielony, Biały, Chiński, Gier i Barokowy, a po drodze była Sala Maksymiliana. Teraz przewodniczka zabiera nas do miejsc naznaczonych złym czasem II Wojny Światowej, gdy zamkiem zawładnęli niemieccy wojskowi z czasów III Rzeszy. Prosto z korytarza wchodzimy do pomieszczeń w których widać działania związane z przebudową zamku dla wojennych celów. Wzmocnienia żelbetowe, Niedokończone szyby windowe. Okazuje się, że pięć pięter pod nami znajdują się wielkie tunele, a w nich czuła aparatura sejsmologiczna bo podziemiem ponoć zawładnęła Polska Akademia Nauk. Wychodzimy. Kilka stopni i chwila przerwy na dziedzińcu podmurnym. Przewodniczka znów rusza dalej. Tym razem zejście jest o wiele dłuższe. Dochodzimy do kolejnych drzwi w murze oporowym. Wchodzimy. I znów przed nami czas II Wojny Światowej. Kolejne szyby dla wind, wartownia z ambrazurą i zrzutniami granatów, jeszcze kawałek i stajemy przed niedokończoną klatką schodową, która miała wieść w górę. Wychodzimy. Pani przewodniczka kończy swój wykład. Ciepło się z nami żegna i zaprasza do kolejnych odwiedzin, a nam pozostaje marsz dookoła zamku wśród zadbanej zieleni, klombów i rabat obsypanych różnymi barwami. Znów główny dziedziniec, a właściwie uliczka doń prowadząca. Siadamy przy stołach, wypijamy po piwie i do autokarów. Przed nami jazda do Kowar, a tam obiad w Sanatorium MSW. Kolejne zdjęcia pamiątkowe. Wręczenie pisma dziękującego za przychylne przyjęcie. I odjazd. Jesteśmy znów w Bogatyni. Pełni wrażeń, ale i solidnie zmęczeni rozchodzimy się do domów, pożegnawszy wprzódy naszych gości. Pytanie: Gdzie teraz? I kiedy? Bo w ramach rewanżu stroną zapraszającą i pokazującą kolejne zakątki swego Kraju będą tym razem nasi przyjaciele z Chrastawy.

Wojciech Kulawski