Dworzec Historii dla zwiedzających jest czynny w środę i sobotę od 16:00 do 18:00 ul. Daszyńskiego 2 Bogatynia 59-920

tel: 510 275 707 bractwo-bogatynia@gazeta.pl

Author:

Wystawa „Piwo Around“

W dniu 06.02,2016 członkowie BZB na zaproszenie Stowarzyszenia Folkloru i muzeum młyna w Waltersdorfie uczestniczyli w otwaciu specjalnej wystawy „Piwo Around“ połączonej z degustacją piwa Eibauer. Z bardzo wielką przyjemnością obejrzeliśmy kolekcję wystawionych przedmiotów  przez wieloletniego członka klubu Güntera Hempela. Spotkanie zakończyło się w bardzo konstruktywnej
i miłej atmosferze sesją informacyjną z grzanym winem, kawą i ciastem w Museumsstübel.

 

 

Waltersdorf. Muzeum Folkloru i Młyna Mittelmüchle.

Muzeum młyńskie .Właściwie młyńskie jest głównie dlatego, iż zostało ulokowane w starym młynie i ma salę z ekspozycjami przynależnymi  młynowi. Do Waltersdorfu pojechaliśmy na zaproszenie pani Kristin i pana Gerda Goldbergów, którzy dali się poznać Bractwu ze swojej najlepszej strony wspierając nas przy tworzeniu wystawy autorstwa Ryszarda Sawickiego  „o ginących domach”. Waltersdorf to urocza miejscowość kilka kilometrów za Zittau. Spora część odrestaurowanych z pietyzmem domów przysłupowych stoi pusta, czekając na nowych właścicieli, gdyż dotychczasowi ruszyli „za chlebem” w głąb Niemiec. Co się rzuca jeszcze w oczy prócz domów? Porządek.  Tak, tak. Czystość. Poszliśmy na zwiedzanie miejscowości. Szukaliśmy bacznie rozglądając się na boki, czy aby gdzieś nie ujrzymy bałaganu, śmieci, czy choćby psich odchodów. Nic. Aż nas to złościło. Żadnych specjalnych kubłów na te psie… Niczego takiego nie ma. A mimo to czyściutko. Wróćmy jednak do podstawowego powodu naszej obecności w Waltersdorfie. Organizacja troszcząca się o zachowanie regionalnej historii istnieje od 1956 roku. Przetrwali czasy NRD i teraz z jeszcze większym pietyzmem dbają o zgromadzone zabytki, a jest wśród nich kompletny i do tego działający zegar z wierzy kościelnej. Sala piwna czyli gromadząca, mówiąc dzisiejszym językiem, piwne gadżety. Kufle, kapsle, butelki różnych rozmiarów i wafle z żartu o pewnej nacji, czyli inaczej mówiąc podkładki pod kufle. Ściany są zapełnione różnorakimi reklamami piwa.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samej miejscowości:

Wzdłuż miejscowości płynie w obmurowanym i dość wąskim korycie rwący potok zaczynający się tuż przy granicy z Czechami. Miejscowość ma swoje nierozerwalne początki związane z czeskimi uchodźcami religijnymi dla których powstała miejscowość Neuwaltersdorf. W Waltersdorfie na stoku wzniesienia Sonnenberg był czynny kamieniołom piaskowca, który  stał się budulcem dla większości portali w budynkach przysłupowych, a także młyńskich żaren. Od XVI wieku w Waltersdorf był czynny młyn. Do dziś w miejscowości zachowało się w doskonałym stanie ponad 300 domów przysłupowych z czego 230 jest chronionych jako zabytki.

Swój początek miejscowość datuje  na rok 1355 gdy postawiono skromny kościół  wiejski nazwany Walterivilla. Dwieście lat później rozpoczyna się w okolicach wydobycie srebra, ale z mizernymi skutkami, tak, że niedługo później to wydobycie zostaje zawieszone. W roku 1648 kościół został odnowiony a w 1657 rozbudowany uzyskując kształt budowli barokowej

Mieszkańców jest ciut ponad półtora tysiąca I choć sporo domów jest wystawionych na sprzedaż to w miejscowości  mieszkają również młodzi ludzie, a w budynku, który ma w swoim wnętrzu sale dla młodzieży gdzie życie tętni młodymi głosami. Co ciekawe w budynku stanowiącym własność gminy jest drugie muzeum, lecz niestety  zamknięte. W roku 1990 zostaje zamknięta ostatnia w Waltersdorfie ostatnia tkalnia.

Kolejne nazwy miejscowości:

Rok 1355 Walt Henri Villa, W roku 1419 Walter Dorff, a od 1875 roku Waltersdorf koło Groβschӧnau.

Wróćmy jeszcze do zwiedzanego muzeum. W jednym z pomieszczeń stoi sporych rozmiarów model piętrowego domu przysłupowego z dachem pokrytym dachówką łupkową. W kolejnym jest ekspozycja strojów ludowych datowanych na lata 1820/30 w stylu bierdemajerowskim. Następnym jest maszyna tkacka o której właściciele muzeum mówią, że można ją w każdej chwili uruchomić. W kolejnym są łużyckie łoża sypialne, oraz kołyski na poczesnym miejscu stoi dzieło elektrotechnicznej myśli z czasów NRD czyli wielkie radio Stassfurt.

Zwiedzanie jest bardzo czasochłonne i obejście wszystkich pomieszczeń pełnych zabytków zajmuje nam prawie trzy godziny. Kończymy poczęstunkiem przygotowanym przez uroczą parę Państwa Goldberg Kawa, herbata i ciasta własnej roboty, nawiasem mówiąc bardzo, ale to bardzo smaczne. Nasz pobyt kończymy przekazaniem skromnych prezentów jakie przywieźliśmy z sobą. Po spacerze przez miejscowość, wracamy  na parking Niederkretscham skąd wyjeżdżamy do Bogatyni.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wystawa zdjęć z Bogatyni i okolic z lat 1920 do 1993 roku

W dniu 16 grudnia 2015 roku na Dworcu Historycznym odbyło się otwarcie Wystawy zdjęć z Bogatyni i okolic z lat 1920 do 1993 roku.

Prezentowane zdjęcia zostały wykonane na wystawę „Węgiel brunatny” na wspólną konferencję polskich przedstawicieli ECOVAST sekcji Saskiego Stowarzyszenia Architektury Ludowej i naukowców w Świeradowie – Zdroju w listopadzie 1993 roku. Na podstawie tychże wykładów w 1996 roku została opracowana i wydana dwujęzyczna książka „Ludzie – Węgiel – Środowisko” Fundatorem tejże książki była „Kopalnia Turów”. Gerd Goldberg – zapalony miłośnik sztuki fotograficznej na okoliczność w. wym. wystawy w 1993 roku skłonił się wykonać zdjęcia okolic Kopalni Turów które to mamy przyjemność Państwu dzisiaj zaprezentować. Jak mówi to była już jego kolejna wystawa. Poszczególne zdjęcia zostały opracowane przez Gerda Goldberga a wydrukowane w specjalistycznym laboratorium natomiast opisy i tłumaczenia wykonał dobrze nam znany Pan Wili Hain z Porajowa. Państwo Goldbergowie mieli zaszczyt prezentować od maja do września tego roku w naszej Bogatyńskiej Bibliotece swoje prace na temat portali drzwiowych gdzie to jak twierdzą mieli okazję zapoznać przyjaciół Bogatyńskiego Muzeum „Dworzec Historyczny” a szczególnie Pana Edwarda Sempera który to właśnie miał pomysł na tę dzisiejszą wystawę którą to zorganizowało Bractwo Ziemi Bogatyńskiej. W trakcie wizyty naszych przedstawicieli u Państwa Golbergów w Waltersdorfie powstaje kolejny zamysł przygotowania w Naturę Park House w Waltersdorfie wystawy prac wykonanych ze słomy przez Pana Mariana Lorka. Wszystkie zainteresowane strony chciałyby przyczynić się do przyjaznych postaw w stosunku do ludzi naszych krajów oraz pomóc w zachowaniu wspólnego dziedzictwa Kulturowego.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

SPOSÓB NA WŁĄCZENIE SIĘ DO BZB

Sprawa dla chcących jest niebywale prosta. Wystarczy :
1) Interesować się historią Bogatyni oraz jej okolic.
2) Przyjść na spotkanie Bractwa Ziemi Bogatyńskiej w budynku Dworca Historii przy ulicy Daszyńskiego 2
3) Zgłosić swoją chęć uczestnictwa w działaniach Bractwa.
4) Przedstawić się.
5) Zaakceptować statut Stowarzyszenia Bractwa Ziemi Bogatyńskiej
6) Wypełnić deklarację
7) Zobowiązać się do przestrzegania treści Statutu
8) Zobowiązać się do czynnego uczestnictwa w działaniach Bractwa
9) Wpłacić składkę oraz wpisowe.
10) ZACZĄĆ DZIAŁAĆ.

slider1

OTWORZYLIŚMY!!!

Ileż to starań, ileż to trudu. Ale wreszcie w przeddzień Karbonalii 2014 otworzona została wystawa w pomieszczeniach Bogatyńskiego Miejskiego Muzeum „Dworzec Historyczny”.

Radość niepomierna, choć trzeba ją dzielić na dwoje bo i w tworzonym muzeum i pierwsza w tej konfiguracji. Od dziś można zwiedzać dwie sale dokumentujące Bogatynię bardzo dawną i tą z pierwszych dni po zakończeniu II WŚ. Udokumentowane ślady osadników wojskowych z lat tuż powojennych, a także artefakty dziejów gospodarstwa domowego Łużyczan oraz ich następców.

Uroczystość otwarcia zaszczycili przedstawiciele Ratusza bogatyńskiego z burmistrzem Andrzejem Grzmielewiczem na czele. Jako pierwszy wygłosił kilka słów prezes Bractwa Ziemi Bogatyńskiej, który po chwili poprosił o wystąpienie Burmistrza. Ważna w tym wystąpieniu była deklaracja iż Ratusz będzie dalej wspierał i to wydatnie pomysł tworzenia muzeum miejskiego.

Przecięto wstęgę i drzwi do sal wystawienniczych zostały otwarte. Zainteresowanie, choć może to zabrzmieć dość górnolotnie było ogromne. Zebrani goście z wielką ciekawością oglądali wszystkie eksponaty. Znów wypada przypomnieć słowa obu otwierających ekspozycję. Obu, gdyż najważniejszym akcentem tych wystąpień była troska o jak najszybszą rozbudowę placówki oraz konieczność dopełnienia wszystkich formalności związanych z uzyskaniem pełnoprawnego statusu placówki muzealnej. Mamy zaś na to solenną obietnicę pomocy wyrażoną przez Burmistrza. Chce się więc powiedzieć: CZEKAMY NA CIĄG DALSZY.

Przy okazji informuję iż sale wystawiennicze są czynne od godziny 1600 do 1800 dwa razy w tygodniu w środę i w niedzielę. Dla grup zorganizowanych po wcześniejszym ustaleniu telefonicznym muzeum zostanie otwarte w innym uzgodnionym czasie.

BZB (Wojciech Kulawski)

Nasz Marian!!

Marian Lorek mieszka w Bogatyni od zawsze. Jest także członkiem Bractwa Ziemi Bogatyńskiej, należącym zresztą do tych, którzy gdy jest taka potrzeba Bractwa, są gotowi do wszelkiej pomocy. Nie piszę tego bo to rocznica więc wypada chwalić. Wykluczone. Marian właśnie jest taki. Skromny, cichy i pomocny. Nie pamiętam przypadku by ktokolwiek z nas w Bractwie spotkał się z jego odmową pomocy.

Dzieła, bo tak trzeba nazwać jego prace są rzeczami wręcz unikalnymi. Bo Marian swoje cuda tworzy ze słomy. Jedni do urzeczywistnienia swojej wyobraźni używają farb, inni mają w rękach młotek i dłuto. Marian, swoje obrazy tworzy ze zbieranych kawałków słomy. Dopiero stając przed takim obrazem widać różnobarwność słomy. Takiej zwyczajnej słomy. Ale… Zbieranej o różnych porach roku i suszonej także w różny sposób, by wydobyć ukryte w tych źdźbłach kolory. Marian Lorek tworzy już 35 lat. To kawał czasu. Wielką jego zasługą są organizowane zajęcia w szkołach i przedszkolach bogatyńskich. Podczas tych zajęć pan Lorek nie tylko pokazuje swoje wspaniałe obrazy. On wtedy uczy. Właśnie. Uczy! Przekazuje doświadczenie i zdradza największe tajniki swojego warsztatu artystycznego. Mówiąc prosto. Przekazuje wiedzę do której sam dochodził przez całe lata. Zaś zachwycone dzieci nazwały artystę „Dziadek Słomka”

Szczerze mówiąc dziwi mnie jedna rzecz. Dzieła pana Mariana Lorka w jakiś dziwny sposób nie są przekazywane w Polskę przez tych, którzy promocję miasta i gminy mają niejako wpisaną w zakres swoich obowiązków. Być może jest to spowodowane formą artystyczną pana Mariana Lorka będącą artyzmem wysublimowanym, trafiającym raczej do koneserów niż przeciętnego odbiorcy, który jedynie wzruszy ramionami. Phi! Wielkie mi co? Trochę słomy i ciut kleju. Tak myślą dyletanci. Ci dla których nic nie jest trudne póki nie przyjdzie im zmierzyć się z materią. Reasumując więc. Dzisiejsza wystawa honorująca 35-cio letnią pasję naszego bogatyńskiego współmieszkańca jest wydarzeniem na tyle wyjątkowym, że powinniśmy wszyscy pochylić głowy nad artystycznymi dokonaniami Mariana Lorka.

Marianie! Pozwól, że wyrażę opinię wszystkich ceniących Twój kunszt. Czynisz cuda ze zwykłej słomy więc czyń je przez wiele, wiele następnych lat. Bądź dumą naszej gminy, bądź naszym przyjacielem, a także nauczycielem tych, którzy zainspirowani kunsztem oglądanych arcydzieł chcą być kontynuatorami tej właśnie drogi artystycznej.

Marianie!! Stu lat!

BZB – WK

Przemysłowiec zdetronizował kosmonautę

 

23 października 2009 roku o godzinie 1430 uroczystość w parku przypieczętowała nową nazwę parku miejskiego. Od dziś oficjalnie, wraz z eleganckimi tablicami, park dostał nowego patrona, Carla Augusta Preibischa. Oczywiście nie obyło się bez drobnych perturbacji i załatwiania czegoś na ostatnią chwilę. Na przykład mocowanie tablic. Ekipa kamieniarska wpada do parku tuż po 13. I pierwszy problem. Nie chce odpalić agregat a bez tego, wiertarka jest mniej przydatna niż słynny przed laty szlagborek z przykładanym do niego czujnikiem o wadze dwóch kilogramów, czyli młotkiem. Wreszcie ruszył, zaterkotał, wypluł z rury błękitny dym a podłączona wiertarka uporała się z wierceniem w trymiga, ale ekipa nie przywiozła nic ponad to, więc znów ktoś, a konkretnie Zbyszek Szklarek wygrzebał ze swojej kieszeni forsę i pognał po zaprawę aby tablice ze stosownym napisem przymocować do wielkiego kamienia na wieki. Wreszcie ruszyła główna uroczystość. Mistrzyni celebry, pani Iwona Czajkowska, na codzień naczelnik wydziału zajmującego się poprawianiem i tak dobrych kontaktów z zagranicznymi sąsiadami, rozpoczyna zjednując sobie sympatię zebranych delikatnym uśmiechem i miłym brzmieniem głosu. Rozpoczyna orkiestra kopalniana, która uświetniając uroczystość odgrywa Hymn Zjednoczonej Europy. Potem Burmistrz przypomina sylwetkę C.A.Preibischa. W następnej kolejności przedstawiciel Bractwa dziękuje za przybycie, za poparcie wniosku i za wsparcie w organizacji całego przedsięwzięcia. Przed front zostają wywołani: Burmistrz miasta Andrzej Grzmielewicz, dwoje potomków C.A Preibischa noszących to nazwisko, oraz ksiądz dziekan. Następuje oficjalne odsłonięcie tablicy. Orkiestra gra tusz, a ksiądz dziekan poświęca kamień z pamiątkową inskrypcją. Część gości przechodzi na środek trawnika, gdzie zostanie posadzony dąb alejowy. Ziemię do wykopanego dołka sypie potomek Preibischa oraz Burmistrz Andrzej Grzmielewicz. Koniec parkowej uroczystości. Teraz krótkie nabożeństwo dla polskich i niemieckich gości. Aż ciarki chodzą po plecach gdy w kościele słychać odmawianą modlitwę „Ojcze Nasz” równocześnie po polsku i niemiecku.

Część gości jedzie jeszcze na chwilę do kościoła pod wezwaniem Piotra i Pawła, aby przez chwilę oddać się zadumie w kościele, który był kiedyś kościołem ewangelickim. Wreszcie wszyscy zbierają się w sali bankietowej Klubu Jubilat. Kawa, herbata, trzy kanapki na głowę i do wyboru delicje albo paluszki. Wszyscy się rozkręcają. Zaczynają się wspomnienia. Ten dom był tu…. A ta ulica to wtedy się nazywała… O! Właśnie w tym domu mieszkałam. ….

Czy mógłby pan pomóc mi w odszukaniu moich starych znajomych?…. Nazywali się….Spotykają się stare przyjaciółki, które nie widziały się od pół wieku. Poznajemy stare i skrzętnie do tej pory skrywane tajemnice powojennego miasta. Na wspomnieniach upływa cale spotkanie. Niestety wszystko co dobre, szybko mija. Przed klubem już czeka bus, który w dwóch turach odwiezie naszych zagranicznych gości. Pada haslo: Do zobaczenia za rok. O chęci spotkania mówią goście niemieccy , a przedstawiciel Bractwa proponuje aby termin spotkania tym razem zapisać nie na stronach gazet, czy wśród notatek osobistego kalendarzyka a we własnych sercach. Powoli kończy się dzień, tak bogaty w atrakcje. Jeszcze tylko pomagamy ustawić stoły, jeszcze znosimy talerze, filiżanki i sztućce i….pora do domu.

Bractwo Ziemi Bogatyńskiej

(WK)

…i znów ścieżki rowerowe

W sobotę 28 lipca spotkaliśmy się Guślarzu. To wzniesienie ponad Jasną Górą mające aż trzy nazwy polski Guślarz, czeski Vychledy i niemiecki Gückelsberg. To wzniesienie popadło w kompletne zapomnienie. Całe porośnięte jakimiś samosiejkami, gęstwina różnych drzew przez które do niedawna aż trudno było się przedrzeć.

Przed II WŚ na szczycie była restauracja z kilkoma pokojami gościnnymi. Niestety nowa powojenna rzeczywistość, dzieląc Europę spowodowała iż budynek na szczycie stał się kością niezgody. Na mocy radzieckiej decyzji powstał obóz państw demokratycznych. I…..? Historia się potoczyła tak jak jedynie mogła w obozie. Przejście z obozowego baraku nazwanego Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną do polskiego zwanego Polską Rzeczpospolitą Ludową lub niemieckiego nazwanego Niemiecką Republiką Demokratyczną groziło śmiercią. Dotyczyło to również Niemców i Polaków. Życie na Guślarzu zamarło. Władzy było jednak mało. Trzeba było zniszczyć widomy znak wcześniejszych właścicieli restauracji. I tak się stało. Dziś pozostał jedynie kawałek betonowej podłogi i dwa równie zdewastowane stopnie.

W sobotę na szczycie spotkali się wszyscy, którym bliska jest idea otoczenia regionu ścieżką rowerową. Po stronie czeskiej będzie to tzw. singletrack. Po polskiej, zwykła ścieżka rowerowa, która jakby daje większe możliwości użytkownikom. Idea singletracka, bardzo obostrza zasady używania takiej ścieżki. Zakaz ruchu pieszego, Rygorystyczne zasady budowy. Zakaz krzyżowania się trasy z liniami kolejowymi, czy drogami, skutecznie zniechęca do takiej budowy na terenie Polski. Ale… Właśnie. Można powiedzieć, że te obostrzenia w przedziwny sposób powodują iż idea budowy zwykłych ścieżek rowerowych znacznie się przybliża. Dziś na Guślarzu byli przedstawiciele Zawidowa, zarówno z Towarzystwa Miłośników tej miejscowości jak i ze strony władz gminy. Pracowali razem z nami przy oczyszczaniu szczytu. Założenia ścieżki rowerowej wiodącej z Bogatyni, przez Visnovą do Zawidowa bardzo ich zainteresowały. Sami stwierdzili, że do projektu trzeba wciągnąć Sulików. A potem nawet dalej, aż do Lubania. Współuczestnictwo w takim projekcie wielu podmiotów regionalnych zwiększa szansę na ziszczenie pomysłu.

Wracając zaś do dzisiejszych prac. Strona czeska jak na gospodarzy przystało przygotowała tęgi posiłek. Wspaniały gulasz, do którego aż ślinka ciekła, napoje chłodzące, kawa w każdej ilości i doskonałe na ten dzisiejszy upał piwo z pobliskiego czeskiego browaru. Był sprzęt mechaniczny. Przewieziono kilka wywrotek piachu do zasypania dołu i wyrównania terenu u samego szczytu. Był również architekt z Prahy. Wójt Vitkova chce postawić wieżę widokową a architekt ma rozwiązać wszystkie problemy z tym związane od strony formalno-prawnej. W samo południe łopaty, siekiery i grabie poszły w odstawkę. Zaczęło się świętowanie po ciężkiej robocie. Czesi, Polacy, Niemcy – bo i oni też przyszli – siedli do gulaszu, piwa i kawy. A potem zaczęły się chóralne śpiewy. Pierwsi goście odjechali koło godziny 14.30 a ostatni…. A ostatni świętowali pewnie do zmroku, bo gdy odchodziłem, aż na sam dół niósł się gwar ze szczytu Guślarza.

Nie ma się zresztą czemu dziwić bo frekwencja dopisała. Byli członkowie „Razem Dla Bogatyni”, było Bractwo Ziemi Bogatyńskiej, Bogatyńscy Piesi Wędrowcy, Rowerzyści, Strongmeni, wspomniani Zawidowianie i oczywiście Czesi z Vitkova i okolic.

Na koniec najważniejsze.

Ustalono, że na przełomie września i października na Guślarzu będzie wieczór guseł, wróżb i strachów. A w międzyczasie coraz konkretniejsza praca związana z projektem ścieżek rowerowych.

Wojciech Kulawski

prezes BZB

Skąd się wzięliśmy?

Sądzę, że mieszkańcy naszego miasta a także liczne grono z Polski i Europy odwiedzające naszą stronę jest ciekawe skąd Bractwo w Bogatyni? A no cóż. Pierwsze wzmianki o bractwie pojawiają się w mrocznych czasach średniowiecza. Wtedy nasze Bractwo nosiło nazwę Bractwa Bakałarzy i Snycerzy. Co prawda głównym zajęciem nie była historia Bogatyni ale jak wynika z odkrytych dokumentów, które tu przytoczę w oryginale, zainteresowania członków tejże nie bardzo odbiegały od dzisiejszych. Tak więc pisał kronikarz:

Zanotowane pierwszego dnia miesiąca Łudzikwiata zwanego z łacińska Aprilisem.

…Owóż w ostatnich leciech na ziemiach koronnych jęła szerzyć się chorobliwa wręcz zawziętość jejich mieszkańców do grzebania w ziemi, a to w celu szukania zapadłych w jej wnętrzach informacyj o starszem pochodzeniu życia w owych stronach. Już to po długich poszukiwaniach dowiedziono, nie znalazłszy w żadnych wykopanych dołach, śladu drutu iże na tych ziemiach ode niepamiętnych czasów kmiecie, gmin pospolity a takoż i możnowładcy do komunikowania się między sobą, używają tajemnego sprzętu zwanego komórką. Jeden z obcych poszukiwaczy, któren przyjechawszy w celach poszukiwawczych aże z dalekiej krainy zwanej Rusią znajszedł na terenie osady Rychinowe, grzebiąc w śmieciach osadnych dziwen przedmiot. Była to przezroczysta, krucha, kula osadzona w jakowemś kubku metalowem ze dziwnymi kręgami na jego zewnętrzu. Po dokładnych badaniach przeprowadzonych przeze uczonych z królewskiego grodu Gniezno ustalono, iże owy tajemniczy przyrząd to żarówka jakową przywlekli do nas barbarzyńcy zwani Germanami. Do owych Germanów, Jego Najjaśniejszy Majestat, nasz pan i władca wysłał delegacyję aby wywiedzieli się więcej o onym znalezisku i jego tajemnym użyciu a i przeznaczeniu. Niestety owi parlamentariusze zostali usieczeni przez germańską tłuszczę, więc i tajemnica….

Tu się, niestety notatki urywają

Zresztą nie to jest w tej chwili ważne. Istotne dla naszego Bractwa Ziemi Bogatyńskiej jest to, że nasze korzenie a także i głębokie zainteresowanie historią tej ziemi mają swój początek w odległych czasach średniowiecza.

A słowo ciałem się stało

…i od razu dodam: Oby!! Zmieniła się władza w Bractwie, zmieniły się priorytety i ruszyliśmy do przodu, wręcz z kopyta. O ile nie zabraknie chęci w Bractwie to jednak obawiam się, że zapał „osób towarzyszących” może okazać się słomianym ogniem. Czy wiedzą państwo o co chodzi? Już mówię.

W Bogatyni ma powstać miejskie muzeum w budynku dawnego „wąskiego” PKP. I nie jakieś tam pokazujące jakąś rozbitą miskę zdobioną majoliką z dorobioną notką, że to unikat wczesno- średniowiecznego środkowołużyckiego rycerza rabusia. Nie, proszę państwa. Wykluczone. Plany są jak najbardziej poważne i równie dalekosiężne. Bractwo zapaliło się do tego projektu jak jeszcze do niczego innego. Ważne jest także to, że nawet artradio o tym ostatnio wieściło ustami burmistrza, który jest projektowi przychylny i popierający z całych sił. I to tak mocno, że objął pomysł patronatem. A więc….Mamy w Bogatyni MUZEUM!!! Co prawda na razie projekt, ale od czegoś trzeba zacząć. Musimy jeszcze w tych muzealnych pomieszczeniach uporać się z pewnym problemem bo póki co główna sala wystawiennicza to coś w rodzaju pokoju przechodniego z czasów wczesnego Gomółki. Przepraszam wszystkich za ton mojego pisania, ale siedzi we mnie tyle radości z tego faktu, że muszę go jakoś uzewnętrznić. Kończąc przejdę w ton poważny na tyle by zapowiedzieć otwarcie pierwszej wystawy muzealnej z prawdziwego zdarzenia. Termin też już został ustalony. No… mniej więcej, ale jednak. Ta wiekopomna chwila ma zbiec się w czasie z bogatyńskim świętem domów przysłupowych. Muszą państwo wiedzieć również o tym, że:

„po primo” Muzeum będzie w całym budynku dworcowym i stąd jego nowa nazwa „Dworzec Historyczny”

„po secundo” mamy pierwsze przyrzeczenia życzliwego poparcia ze strony miejskiego muzeum w Zittau, a także towarzystw historycznych z tegoż miasta.

„po tertio” Za kilka dni jedziemy na spotkania z czeskimi historykami-amatorami z Chrastavy, Frydlantu i Hradka.

„po następne….chyba quatro” Zaanonsowaliśmy swoje robocze wizyty w muzeach Zgorzelca i Lubania.

Mogłoby jeszcze być „po quinto i sexto” ale jak na pierwszy raz, radosnych wiadomości starczy.